Popularne posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barbora Radvilatė. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barbora Radvilatė. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 września 2015

Trocka Radziwiłłówna.

                       


                                         Tym razem dwie bajki trockie, przedstawiające postać magnatki Barbary (w domyśle Radziwiłłówny), pięknej i szlachetnej Pani wżeniającej się w królewski ród (w domyśle, wychodzącej za Zygmunta Augusta). Nie wszystko jest tu ujmująco proste, troszkę zagmatwane, a jednak lokalność baśni nadaje opowiadaniu charakterystyczny ton.

ŁABĘDZI MOSTEK

Przed, wielu laty w Trokach mieszkał bardzo bogaty magnat, który miał córkę Barbarę, bardzo piękną o złocistych, kędzierzawych włosach i dużych ciemnych oczach. Lubiła ona drogie stroje i biżuterię, a także uwielbiała rzadkie zwierzęta i ptaki.
Złotowłosa nie opuszczała żądnej uczty ani przyjęcia,gdzie wzbudzała powszechny zachwyt,
O jej urodzie i mądrości dowiedział się król dużego kraju. Spotykał on dziewczynę na przyjęciach i nie spuszczał Z niej oczu. Zawładnęło nim niezwykłe uczucie. Król zrozumiał że jestżakochany. Nic mu już nie było droższe nad Barbarę. Był wdowcem, więc postanowił się oświadczyć. Lecz surowe prawo wielkiego kraju nie pozwalało na małżeństwo króla "ż pannami niższego stanu. Barbara również gorąco pokochała władczego, przystojnego króla. W jej żyłach nie płynęła jednak królewska krew, toteż bardzo się bała nienawiści i zemsty znanych i wpfywowych magnatów. Ciemnooka ponadto się obawiała, że małżeństwo z władcą dużego państwa może spowodować wiele bólu, a nawet czyjąś śmierć.
Wszystko to jeszcze bardziej roznieciło uczucia miłosne króla, pałał do niej coraz większą miłością. Złożył więc wizytę w domu magnata i poprosił o rękę pięknej dziewczyny. Był gotów dla Barbary wyrzec się nawet korony.
Mądrą dziewczynę zaskoczyła ta decyzja króla. Zaproponowała mu:
- Królu, zrzeczenie się korony nie jest największym dowodem miłości Bardziej uwierzyłabym w nią, gdybym otrzymała w darze to, o czym od dawna marzyłam.
- Powiedz złotowłosa, jakiego daru pragniesz? -zapytał pośpiesznie władca dużego kraju. - Rzeknij tylko słowo, a wszystko będzie u twoich stóp.
- Słyszałam - zaczęła Barbara , że istnieje gdzieś królestwo, w którym ozdobą parkowych stawów są olśniewająco białe niezwykłej urody łabędzie. Wieczorami królowa w białej, haftowanej i ozdobionej szmaragdami sukni, przychodzi na pozłacany mostek i karmi te wspaniałe ptaki. Cały dwór podziwia ten widok. Królowa, a także uczestniczący w rytuale karmienia łabędzi dworzanie potem twardo śpią i cieszą się dobrym zdrowiem. Ową królowę nazywają Królową Łabędzi, a te wspaniałe ptaki - Ptakami Miłości, Nie żyją one jednak pojedynczo i nie żyją bpz wzajemnej miłości. -
- Jako władca dużego kraju, kochający cię bardzo podaruję ci parę łabędzi z tego królewskiego parku. I te bajeczne ptaki staną się ozdobą jezior trockich. A królowej łabędzi w zamian podaruję swój najpiękniejszy i największy szmaragd.
- Mój królu, w tym dniu, gdy łabędzie zakołyszą się na falach jezior trockich, odbędą się nasze zaręczyny - marzycielsko obiecała piękna dziewczyna.
Coraz bardziej zadziwia mnie Barbara myślał król w drodze powrotnej.
Po powrocie do królestwa natythmiast zwołał swych najlepszych posłańców, Wyjaśnił im swoje życzenie, obiecał cenną nagrodę temu, który odnajdzie królowę łabędzi ipotrafi otrzymać od niej parę wspaniałych ptaków.
Najodważniejszy, najsprytniejszy i najszybszy w jego pałacu był Tatar Azułat. Król darzył gó największym zaufaniem. Dał młodzieńcowi szmaragd, aby podarował go królowej łabędzi w imieniu Barbary.



I tym razem król się nie zawiódł. Młodzieniec wiele podróżował i z pewnej rozmowy dowiedział się o takim
królestwie. Szybciej niż wiatr Azułat dotarł do tego kraju, gdzie został zaproszony na dwór królewski. Przyjęła go osobiście królowa łabędzi Uważnie wysłuchała opowiadania o królu wielkiego państwa, o jego miłości do pięknej córki magnata, z przyjemnością przyjęła dar Barbary - duży szmaragd i obiecała spełnić prośbę. Azułat mógł obserwować rytuał karmienia łabędzi. Ta piękna scena bardzo wzruszyła młodzieńca,
Posłaniec otrzymał parę pięknych ptaków. Drogo zapłacił za łabędzie. A za szmaragd królowa podarowała Barbarze sznur pereł.
Król wielkiego kraju z niecierpliwością czekał swego posłańca. I oto pewnego wieczora powrócił Azułat do króla nie z pustymi rękami. W złotej klatce przywiózł on parę łabędzi, pięknych olśniewająco białych ptaków oraz dar królowej łabędzi - lśniący sznur pereł. Nastepnego dnia te drogie dary legły u stóp Barbary, co ją bardzo zaskoczyło. Piękna dziewczyna musiała spełnić swoją obietnicę.
Barbara potajemnie zaręczyła się z królem. Śmiały król nie mogąc jednak ukryć swej radości, ogłosił o swoim weselu. Magnaci i możnowładcy nie ważyli się sprzeciwić woli króla. W ten sposób Barbara została królową wielkiego i potężnego państwa. Podarowanym sznurem pereł kazała ozdobić koronę królewską. W tej koronie zjawiała się tylko na największe uroczystości i uczty. Wspaniałe ptaki miłości, których z każdym rokiem wciąż przybywało, piękna królowa kazała wypuścić na jezioru trockie.
Dziś starzy ludzie powiadają, że łabędzie, stanowiące ozdobę jezior trockich, wywodzą się właśnie z tej pary, z królewskiego parku w dalekim kraju. Powiadają jeszcze, że był też most, z którego Barbara karmiła piękne ptaki. Nie przetrwał on jednak do naszych czasów, ale starzy mieszkańcy do dziś nazywają to miejsce, gdzie był, mostem łabędzim.
*******************************************

SĘKACZ

Troki obiegła niezwykła wieść. Królowa Barbara przyjmie postów zagranicznych oraz inńe znane osoby na Zamku Trockim. W wielkiej sali ma się odbyć wspaniała uczta. Królowa chce zadziwić gości niezwykłymi, niewidzianymi smakołykami. Toteż kazano wszystkim kucharzom, województwa trockiego przygotować pójednej nowej smacznej potrawie. Czyja potrawa najbarcłżiej się spodoba królowej, temu przypadnie królewski dar.
Przybyli słynni kucharze wielkich móżnowładców, magnatów, dyplomatów i dygnitarzy. A znany kucharz państwa Ogińskich Maciej właśnie zachorował. Toteż z pięknego dworu, bielejącego nad jeziorem Galwe, do współzawodnictwa z wytrawnymi kuchmistrzami stawił się młody rudowłosy Józef. Wszyscy kucharze wiedzieli: jeśli królowej potrawa przypadnie do gustu, to można prosieć o wszystko. Królowa słowa dotrzyma. Młody kucharz Józef był gorąco zakochany w córce kamerdynera pana Ogińskiego, dziewczęciu o niezwykłej urodzie. Wielu chłopców ubiegało się o jej względy. Marzył też o niej Józef. Wybredna dziewczyna wsżystkini jednak odmawiała. "Gdybym jej wręczył prezent od samej królowej Barbary - wzdychał Józef to z pewnością nie odmówiłaby mi”.



Do konkursu młody kucharz przygotówal się zawczasu. Postanowił przyrządzić królewską sałatkę.
Bardzo drobno pokrajał różne warzywa i na srebrnym talerzu zalał je nadzwyczajnym sosem, którego tajemnicę znal tylko sam. Potrawę ozdobił kwiatami z warzyw i owoców. Smakowite danie przybrał tak po mistrzowsku, że przypominało ono ogródek kwiatowy. Sałatka była niezwykle
aromatyczna. Gdy nastał wieczór, którego miała się odbyć uczta, Józef z drżącym sercem wniósł swoje danie do dużej sali i ujrzał na stole mnóstwo różnych sałatek z mięsem, rybą ozdobionych kwiatami. Zmartwił się i pomyślał: “Może nawet nie zauważy królowa mojej sałatki, z pewnością nawet nie skosztuje”. Z rozmowy z innymi kucharzami chłopak się dowiedział, że królowa lubi słodycze, zwłaszcza ciastka i torty. Zawsze spróbuje każdego nowego smakołyku. Postanowił upiec ciastka. Przygotował nadzwyczajne ciasto, każdemu ciastku nadał kształt fantazyjnego, niespotykanego kwiatu. Ozdobił te smakołyki słodką lśniącą glazurą. Ułożył ciastka na paterze ze szkła weneckiego i udał się do dużej sali. A tu już cały stół był zastawiony. Lśniło mnóstwo kloszy zróżnymi ciastkami: sercami i księżycami, zwierzętami i ptakami, rybami i roślinami. Ciastka Józefa prezentowały się bardzo skromnie.
Chłopak mocno się zasmucił i nie wiedział, co począć. Daremne marzenia o darzei. Najwyżej, gdyby królowa przypadkowo skosztowała jego ciastka. Było to raczej wątpliwe.Wszyscy kucharze już kończyli przygotowywanie swoich dań. Józef samotny i przygnębiony siedział nad rozżarzonym paleniskiem i z braku innego zajęcia mieszał pozostałe cimto żelaznym wałkiem.
A gdyby tak upiec ciasto nad otwartym ogniem pomyślał chłopak. Zaczął więc nawijae ciasto na żelazny wałek, a potem go kręcić nad słabym ogniem . Jakże się zdziwił młody piekarz, gdy ciasto zaczęło się zapiekać przybierając fantastyczne kształty gałęzi i sęków. Józef spróbował kawałeczek tego, co upiekł. Ciasto było smaczne i bardzo aromatyczne.
Szybko zamiesił nowe ciasto, jeszcze aromatycznięjsze. Zaróżowiony od gorącego paleniska i wyruszenia piekł wciąż nowę “sęki”. Następnie ułożył je na bardzo dużej kryształowej paterze i jego dzieło stało się podobne do rozgałęzionego drzewa: Szybko pośpieszył do dużej sali... Nigdy nie oglądany, fantastyczny swój tort Józef postawił na środku zastawionego barwnymi przysmakami stołu i czekał. Jakże wolno się wlokły uciążliwe godziny... W połowie uczty do dużej sali zaproszono wszystkich, kucharzy. Jóżef zobaczył, że jego wspaniałe drzewo stoi tuż przed królową. Mocno zabiło serce młodego kucharza.
- “Za najlepszą potrawę uznany został sękacz, a ten, kto go upiekł, może prosić o dar królowę Barbarę ” - powiedział podczaszy.
- Serce chłopca zabiło jeszcze mocniej. Przypadł mu zaszczyt rozmowy z samą królową Barbarą, tak piękną i podobną do ukochanej dziewczyny. Józef wiedział, że może prosić o ziemię i mnóstwo pieniędzy. Dzięki temu mógłby nie pracować i żyć w dostatku. Ale chłopak powiedział:
Wasza Wysokość, proszę o pierścień z Pańskiej ręki i sznur pereł z Pańskiej piersi.
To rzekłszy Józef przestraszył się, gdyż w sali zaległa martwa cisza, a królowa oblała się rumieńcem.
- A dlaczego pragniesz moich klejnotów? - Zapytała królowa Barbara
- Chcę złożyć je w darze ukochanej dziewczynie, Wasza Wysokość, Jest ona tak piękna jak Pani.
Śmiałe i szczere słowa spodobały się królowej. Zdjęła swoje słynne perły, pierścień z palca i wręczyła młodemu kucharzowi.
- Cóż, życzę szczęścia tobie i twojej ukochanej. A źe miłość cenisz bardziej niż bogactwo, mianuję ciebie królewskim kuchmistrzem.

Podobno na weselu swego nowego kucharza była też sama królowa Barbara W dowód wdzięczności Józef przygotował nowe danie z nadziewanych gołębich jaj. I nazwał je " sznurem pereł królewskich”.



Źródło:
1)ś.p. Halina BOGDEL "Legendy i baśnie Trok" Troki 1996 r.
2) © zdjęcia w całości z Trok (wakacje)

poniedziałek, 20 stycznia 2014

"Mistrz Twardowski" w urywku.



Urywek z książki Józefa Ignacego KRASZEWSKIEGO"Mistrz Twardowski. Powieść z podań gminnych":


ROZDZIAŁ XII Jako Twardowski wywoływał ducha królowej Barbary

Gdy uszło trzy dni, do namysłu przez mistrza zostawione, zno­wu w porze wieczornej zadźwięczał skobel żelazny u drzwi i po­woli wsunął się ten sam dworzanin królewski (był to M h*,
poufały Augusta ulubieniec). Twardowski czekał na niego, powstał, nim jeszcze drzwi otworzył i wyszedł kilka kroków naprzeciw przybywającego.
Jakąż mam zanieść odpowiedź Jego Królewskiej Mości? — po zwykłych przywitaniach spytał dworzanin,
Rzecz jest do uczynienia podobna — odpowiedział po chwili mistrz — ale są warunki z mojej strony, bez których nikt i nic do dopełnienia żądania królewskiego mnie nie zmusi.
Bodajby były najcięższe, wiem, że Król Jego Mość zgodzi się pewnie na nie, jeśli są tylko umiarkowane i bez ujmy god­ności pańskiej. — Król tak bardzo kochał żonę i tak mocno prag­nie choćby cień jej widzieć raz jeszcze!
Pierwszy mój warunek — rzekł Twardowski — aby Jego Królewska Mość, gdy cień nieboszczki królowej przywołany zosta­nie, nie przemówił do niego ani słowa, ani się pożądał zbliżyć, ani poruszył, ani krzyknął. Po wtóre, aby nikt obrzędowi wywo­łania ducha nie był przytomny, prócz nas trzech, króla, mnie
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*M_h — Mniszech Jerzy albo brat tegoż, Mikołaj Mniszech; autor nie
wymienił w powieści imienia Mniszcha, a ponieważ obaj oni byli poufałymi ulubieńcami króla, nie można rozstrzygnąć stanowczo, którego z nich Kra­szewski miał na myśl}. Jerzy Mniszech (zm. w r. 1613)  był krajczym koron­nym, za Zygmunta III został wojewodą sandomierskim. Był ojcem Maryny, żony Dymitra Samozwańca. Mikołaj Mniszech, starosta lwowski itd., zmarł w r. 1597.



i waszmości. Po trzecie, aby mi żadnej nie ofiarowano nagrody, a natomiast Król Jego Mość na prośbę moją, ułaskawi tylko pierw­szego zbrodniarza, którego w mieście na gardle karać będą.
Mogę zaręczyć — odpowiedział dworzanin z podziwieniem wysłuchawszy końca — iż Król Jego Mość przyjmuje podane wa­runki. Lecz co się tyczy nagrody, waszmość unosisz się niepotrzeb­nie; mógłbyś przy tej okoliczności wielce skorzystać. Rozmyśl się, mistrzu, nie chceszże nic więcej?
Nic więcej — odpowiedział Twardowski z lekkim szyderskim uśmiechem.
Oba zamilkli. Dworzanin z podziwienia, Twardowski zwycięsko się nasycając okazaną tak wielką bezinteresownością. Nareszcie przybyły zakręcił się i wyszedł śpiesząc z wiadomością do zam­ku. Nie upłynęło dwie godziny, gdy nazad powrócił znowu do mi­strza z żądaniem, aby natychmiast udał się za nim, i uwiadomie­niem, że król na wszystko się zgadza. Twardowski już był gotów, przewidział on, że niecierpliwy August nie odłoży nawet do przy­szłej nocy. Wezwany pozbierał wszystko, czego potrzebował do obrzędu wywołania ducha, wziął laskę, zwitek pargaminu, księgę, pudełko jakieś pod pachę i uwinąwszy się szeroką opończą rozka­zał Maćkowi pozostać, a sam wyszedł z dworzaninem.
Noc już była i ciemność na ulicach miasta, noc jesienna czarna, bo chmury wisiały między niebem i ziemią, a wiatr, który je po­ganiał leniwo, szumiał tylko w górze nie dając się czuć po ulicach, osłonionych wysokimi kamienicami. Pusto było wszędzie, psy tylko pod wrotami gospód wyły, a niekiedy z golarni, z winiarni, z szynkowni mimo zakazu ukazywały się błyszczące przez okien­nice światełka gasnące, dochodziły przytłumione pijanych głosy. Czasem na wąskiej gdzie uliczce zabrzęczała po ziemi wlokąc sza­bla, psy obudzone naszczekiwały, ginęły ich głosy w oddaleniu i znów tylko wiatr szumiał. Przed idącymi mało co widać było drogi, wskazywały ją tylko z obu stron ulicy bielejące na tle czarnym nocy wysokie kamienice o spiczastych czołach. Trzeba było zaiste dobrze znać Kraków, aby nie zbłądzić. Lecz mistrzowi i dworzaninowi wszystko wskazywało drogę, umieli rozeznać ją po kształcie domostw niewyraźnie się rysującym przed nimi, po murach kościołów i dzwonnic, po załomach i zakrętach.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------



W milczeniu szli oni ku zamkowi. Dworzanin miał z sobą klucz od furty pobocznej, którą się wchodziło na odosobniony podwórzec, z podwórca na galerie wsparte na wysmukłych gotyckich słupach, a nimi do królewskich komnat przez korytarze trafić było można. Gdy tam weszli, nikogo nie było w dziedzińcu, nie ukazało im się nawet żadne światło i w jednym tylko oknie zamku migała lampa przez czerwoną zasłonę. Po wschodach dostali się na galerię, a z niej weszli w korytarz, którym dworzanin do wiel­kiej białej izby mistrza wprowadził torując mu drogę. Komnata, do której weszli, nie odznaczała się ozdobami, była czysta, lecz skromna, dokoła otaczały ją dębowe ławy do muru przyparte, na środku stał wielki stół dębowy na krzyżowych nogach, w kącie piec niemały także. Okna z błon szklanych w ołów oprawnych brzęczały zatrzęsłszy się, gdy drzwi otwarli. Strop przerżnięty był belkami grubymi, misternie wyrabianymi. Na podłodze kamiennej i chłodnej spali pokotem komornicy* i jurgieltnicy* królewscy, obwinięci w opończe, ubrani; niektórzy rozciągnieni na skórach, inni na garści podrzuconej słomy. Przy każdym widać było szablę w gotowości i rozpuszczony pas.
Na stole paliły się dwie świece żółte, kręcone, w ogromnych mosiężnych lichtarzach, nad misami wody. U drzwi oparty o ścia­nę czatował snem znużony komornik królewski uzbrojony zupeł­nie. Gdy się podwoje skrzypiąc otwarły, kilka głów podniosło się z pościeli i kilka głosów razem spytało.
Kto tam? Kto idzie?
Tsyt! — odpowiedział wchodzący dworzanin — swój.
Poznano go zaraz po głosie, chcieli coś gadać dworzanie, ale on
położył palec na ustach i Wskazał wchodzącego Twardowskiego. Niektórzy ciekawsi oparłszy się na łokciach zaczęli mu się przy­patrywać z tą miną szyderską, właściwą dworakom królów i wiel­kich panów, pytali się jeden drugiego, ale nikt z nich mistrza nie znał. Szeptali tylko gubiąc się w domysłach, a po chwili zamilkli. Tymczasem dworzanin, który Twardowskiego wprowadził, dał mu
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Komornicy — tu: pokojowcy.
J u r g i e 11 n i c y - (z niem .) najemnicy.



znak, iż pójdzie do króla, wskazując ławę i prosząc go, aby tymczasem spoczął.
Potem podniósł zasłonę u drzwi przeciwnych głównemu wejściu zapuszczoną, i cicho na palcach skradając się zniknął. Słychać było za nim szelest, gwar daleki, potem znowu zaczęły się zbliżać kroki ku drzwiom i dworzanin podniósłszy zasłonę dał znak Twardowskiemu, alby wszedł za nim. Nim zaś go wprowadził we­wnątrz komnat, po cichu wydał rozkazy komornikom spoczywają­cym na podłodze, którzy wnet na nogi wstawać poczęli. Potem wpuściwszy Twardowskiego rzucił zasłonę na drzwi i wprowadził go przez dwie izby ciemne zupełnie do trzeciej, w której ukazy­wało się światło.
Była to niewielka komnata sklepiona, o jednym oknie. Podłogę jej okrywał kobierzec perski, w głębi stało łóżko za zasłoną karma­zynową, stoliki marmurem pokryte po kątach, a na nich księgi, w biały pargamin oprawne, i rozrzucone papierów zwoje. U łoża na podstawku okrytym suknem stały srebrne naczynia z wodą i winem, miednica i nalewka* złociste, u ściany była ława pokry­ta kobiercem, a wśród komnaty dwa z wysokimi poręczami krze­sła, karmazynowym aksamitem i złotą frędzlą obite. W kącie paliła się lampa bladym płomieniem. Niedaleko łóżka stał mężczyzna czarno ubrany*, średniego wzrostu i wieku, niezbyt; otyły, blady, z oczyma, które okrywały nabrzmiałe powieki, brodę miał długą dzielącą się na dwoje, wąs i włosy podstrzyżone nieco. Ten, gdy jeszcze mistrz był na progu, z pośpiechem się odezwał: ,
Nie przybliżaj się do mnie, waszmość! z daleka, z daleka!
Twardowski został niedaleko drzwi, gdzie go te słowa znalazły, jakimś niepojętym uczuciem wstrzymany i onieśmielony. Dworza­nin, który go wprowadził, zatrzymał się przy nim także.
Po chwilce, w czasie której zamieniono z obu stron nieśmiałe wejrzenie, król, on to był bowiem, ozwał się niepewnym i pomie­szanym głosem:
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Nalewka — czerpak na wodę.
*Od czasu śmierci żony, królowej Barbary, król Zygmunt August do końca życia chodził w czarnej odzieży.



Waszmość podjąłeś się ukazać mi ducha nieboszczki najdroż­szej żony mojej, Królowej Jej Mości Barbary.
— Tak, Najjaśniejszy i Miłościwy Panie — odpowiedział Twardowski nabierając odwagi — obowiązałem się do tego, jed­nakże z warunkami pewnymi.
No — jakież są tam warunki waszmości? — rzekł widocznie zniecierpliwiony August.
Naprzód, aby Wasza Królewska Mość słowa nie przemówił ani się rzucił, ani śmiał dotknąć ducha, ani się nawet ku niemu posunął.
Jak to? ani słowa? ani znaku czucia? — odpowiedział Au­gust. — To wiele! lecz zaiste, kiedy tego potrzeba...
To dla własnego bezpieczeństwa osoby Waszej Królewskiej Mości. Nagrody nie żądam żadnej, tylko ułaskawienia dla pierw­szego zbrodniarza, którego na gardle dnia następnego karać będą mieli.
Słyszałem o tym warunku — rzekł król. — A na cóż to waszmości jego głowa?
Ja nie wiem nawet, kto on jest — odpowiedział mistrz,
Król pomyślał chwilę, a potem dodał:
Proszę waszmości nie używać zaklęć złych i przez kościół za­kazanych, a potępiających duszę, ale raczej z białej magii*, spo­soby godziwymi i modlitwą ducha Królowej Jej Mości wywołać.
Mistrz nic na to nie rzekł i tylko głową potrząsł.
Trzeba nam do tego większej izby — rzeki po chwili.
Na znak królewski dworzanin poskoczył na lewo i drzwi ukryte zasłoną rozwarł, wszedł przez nie naprzód Twardowski, po nim lampę wziąwszy dworzanin, a za nimi król i zasłona zapadła. Przez dwoje mniejszych izb dostali się do wielkiej komnaty, a ra­czej sali. Była ona całkiem czarnym suknem wybita, miała troje okien w jednej ścianie i dwoje drzwi na przestrzał, zawieszonych suknem jak inne. Na środku był stół suknem do dołu okryty,
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Biała magia — magia (z grec.) według wierzeń w starożytności i wiekach średnich sztuka sprowadzania nadzwyczajnych skutków przy pomocy sił tajemnych, przede wszystkim duchów; w wiekach średnich rozróżniano magię białą, która miała posługiwać się dobrymi duchami, i magię czarną, która miała opierać się na związkach z duchami złymi.



krucyfiks na ścianie, ławy dokoła, komin także szeroki i wielki, w którym się jeszcze świeciły resztki dogorywającego żaru. Po cichu Weszli tutaj, a król usiadł w krześle opodal, blady i mil­czący. Twardowski nic nie mówiąc rozłożył na stole czarnoksięskie przybory, obejrzał się wkoło i kazał dworzaninowi krucyfiks wi­szący na ścianie zasłonić. Król nic nie rzekł na to, jakby nie wi­dział lub nie uważał. Stanął wreszcie mistrz w przeciwnym końcu sali od króla i już mając rozpocząć zaklęcia rzekł do Augusta:
Proszę Waszej Królewskiej Mości o szczyptę włosów nie­boszczki Królowej Jej Mości.
August szukał pośpiesznie na. piersiach drżącymi, rękoma i wy­jąwszy książeczkę czarną, zapiętą klamrą złotą, dał z niej trochę włosów dworzaninowi, który je Twardowskiemu zaniósł.
Racz, Wasza Królewska Mość, pamiętać, abyś się nie poru­szył ani zagadał,, ani odzywał, gdy się duch okaże, bo inaczej i Waszej Królewskiej Mości, i mnie się co złego wydarzyć może,
Na to król głową skinął nie mogąc słowa przemówić, znać było po nim, że drżał mocno, a usiłował pokryć pomięszanie swoje; oczy jego bardziej się jeszcze powiekami osłoniły, ciężki oddech dobywał się z piersi, twarz zbladła i żyły nabrzmiały na skroniach, ręce konwulsyjnie ściśnięte ścięły się jedna w drugiej.
Jeszcze tylko chwila i mistrz już począł wywoływać ducha paląc włosy królowej u lampy. Wszczął się od nich dym ciężki po komnacie i jakby mgła na nią padła. Potem zajaśniał żywiej pło­mień lampy, drzwi przeciwne tym, którymi weszli, otwarły się z trzaskiem i wsunęła się postać jakby nie tykając ziemi. Była to piękna kobieta, niewielkiego wzrostu, lecz kształtnej kibici, smut­nej twarzy, niebieskich oczu, jasnych włosów, w białą tylko osło­niona szatę, spod której przeglądał strój bogaty. — Oczy jej zwró­cone były w stronę, w której znajdował się August. Szła powol­nym krokiem i co chwila zatrzymywała się, to znów sunęła cicho i nieznacznie jak skazówka po zegarze.
August, gdy się drzwi otwarły, zamknął był oczy z przestrachu, lecz wkrótce je otworzył i oniemiał ujrzawszy Barbarę, wlepił w nią wzrok boleści i rozpaczy, a westchnienie ciężkie, ogromne spadło z jego piersi. Cień szedł dalej powolnie, powolnie, ciągle patrząc na Augusta tym wzrokiem, którego sile król nigdy oprzeć
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------



się nie mógł za życia, a z wyrazem smutku, z wyrazem uczucia nieopisanego. Zapomniał o wszystkim August, gdy się ich oczy spotkały, i nie myśląc nawet o niebezpieczeństwie poskoczył z krzesła wołając boleśnie.
To ty — to ty! Barbaro!
Lecz w tejże chwili, gdy król się rzucił ku cieniowi żony, za­drżała postać wywołanej i okropnie się w jednej chwili zmieniła. Zamiast owej Barbary wileńskiego zamku, młodej, świeżej, ukazał się na wpół wyschły trup, którego ciało pod zbutwiałą suknią padało w kawałki, przykry grobowy zaduch i zgnilizna dała się czuć po sali. Król cofnął się, krzyknął przeraźliwie i upadł na krzesło, a lampa zagasła.
Dworzanin łamiąc ręce i klnąc czarnoksiężnika wybiegł do komorników królewskich po światło; zbiegli się oni natychmiast, podniesiono bladego i jakby nieżywego króla i zaniesiono na łoże. Wnet wezwany Schneeberger*, lekarz, pośpieszał z ratunkiem. Twardowskiego zaś próżno szukano po zamku, zniknął nie wiedzieć jak.
Nazajutrz dziwne wieści chodziły o wypadku zeszłej nocy, mówiono, że Twardowski wywołał cienia zmarłej królowej i o mało tym króla' nie zabił. August zaś ułaskawił skazanego na danie gardła zbójcę, którego już pod szubienicę i piłata ratuszowego wiedziono.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Schneeberger — Schneeberger Antoni (Ur. w r. 1530 w Zurychu, zmarł w Krakowie w r, 1581), lekarz, autor szeregu prac medycznych.