Popularne posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Połąga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Połąga. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 lipca 2015

Bajka litewska - Eglė, królowa węży.



JEGLE (bajka litewska).

Pewnego razu trzy siostry kąpały się w jeziorze. Popływały  sobie, popluskały się w wodzie i wyszły na brzeg. Dwie starsze ubrały się, ale gdy młodsza, imieniem Jegle, wyciągnęła rękę po koszulę, coś nagle zasyczało.  Jegle spojrzała — to wąż zakradł się do rękawa.
- Idź precz ! — krzyknęła dziewczyna.
Jeśli przyrzekniesz, że zostaniesz moją żoną, to pójdę — rzekł wąż ludzkim głosem.
Jegle rozzłościła się, a siostry w śmiech.
— Czemu nię chcesz takiego narzeczonego? — mówią. — Zgódź się, siostro.
I pobiegły do domu.
Jegle została sama na brzegu. Słońce zaszło, zapadł mrok. Dziewczynę przejął lęk, ale jak tu iść do domu bez koszuli?
- Drogi wężu, oddaj koszulę! — prosi.
A wąż powtarza swoje:
— Zostań moją narzeczoną.
No, dobrze — krzyknęła dziewczyna, zgadzam się!
Wąż wylazł z rękawa. A Jegle schwyciwszy koszulę, czym prędzej pędzi za siostrami.
Nazajutrz Jegle usiadła przy oknie, by prząść nici. Siedzi, przędzie i śpiewa piosenki. Nawet nie pomyślała o wężu. Nagle słyszy na dziedzińcu jakiś szmer i syk. Spojrzała przez okno i zamarła ze strachu.
Cały dziedziniec pełen wężów! Wiją się i syczą. A trzy naj­większe i najgrubsze wpełzają na próg i przez szparę pod drzwiami wślizgują się do domu.
Jegle czym prędzej ucieka z pokoju do komory. Przycupnęła w kącie i drży ze strachu.
A węże mówią do jej ojca i matki:
Przybyliśmy w swaty od samego cara jezior. Szykujcie wyprawę dla waszej córki. Obiecała wyjść za mąż za naszego władcę.
Co tu robić? Choć to car, ale przecież pełzający zimny wąż, jakże tu za niego wydać ukochaną córkę ! Ale i odmowić nie można, gdy sama dziewczyna dała słowo.
Właśnie w tym czasie gościła u nich staruszka z sąsiedztwa.
Szepnęła ojcu i matce:
Zamiast córki oddajcie białą gęś. Węże i tak się nie po­znają.
Tak też i zrobili. Wnieśli białą gęś i mówią do swatów:
— Oto jest nasza młodsza córka. Wieźcie pannę do na­rzeczonego.
Węże posadziły białą gęś w karecie i wywiozły z zagrody. Zaledwie zajechały przed wrota, słyszą,  jak kukułka kuka   na płocie: ,
Ku-ku, ku-ku!
Dziewczę w domu zatrzymali,
W zamian gąskę wyswatali,
Ku-Ku!
Węże wróciły do zagrody, zasyczały, zagwizdały i żądają oddania im prawdziwej narzeczonej.
Znowu stara sąsiadka szepce ojcu i matce:
Wyprowadźcie im białą owieczkę.
Matka i ojciec przyprowadzili białą owieczkę.
Nie chcieliśmy się z córką rozstawać — mówią do węży — ale widzimy, że nie ma rady! Bierzcie ją i prowadź­cie do narzeczonego.
Węże powiodły białą owieczkę. Przeszły połowę wioski, gdy  z  drzewa na placu targowym znowu zakukała kukułka:
— Ku-ku, ku-ku!
Dziewczę w domu zatrzymali,
W zamian owcę wyswatali,
Ku-ku!
Węże wróciły i powiadają:
To nie ta.
A staruszka sąsiadka znów doradza:
Oddajcie wężom białą krowę.
Przyprowadzili białą krowę, zawiązali jej na szyi czerwoną wstążkę i oddali swatom. Węże popędziły białą krowę aż do skraju wioski. Tu na krzaku siedziała kukułka i powiedziała w kukułczym języku:
Ku-ku, ku-ku!
Dziewczę w domu zatrzymali;
W zamian krowę wyswatali,
Ku-ku!
Swaty wróciły i mówią:
Postępujemy uczciwie, a wy jak ! Trzy razy jużeście nas oszukali ! Miejcie się na baczności: za czwartym razem nie ominie was nieszczęście. Pogryziemy zębami wasze drzewa i sady, a ogonami wytłuczemy zasiewy na polach.
Jegle usłyszała w komorze te słowa i wyszła do swatów.
Dałam słowo — mówi — i dotrzymam. Prowadźcie mnie do narzeczonego.
Swaty pełzną wzdłuż wioski, za swatami idzie Jegle, za Jegle węże wiją się w pyle — odprowadzają pannę do narze­czonego.
A kukułka leci w ślad za nimi i mówi w kukułczym języku:
Oto narzeczona!
Piękna i uczona,
Wysmukła jak sosna,
Lica ma jak wiosnal
Podeszli do jeziora. Spieniła się woda w jeziorze, wzburzyła i chlusnęła na brzeg. Na nadbrzeżnym piasku zjawił się po­stawny i piękny młodzieniec w bogatym stroju.
Jestem twoim narzeczonym — rzekł do Jegle. — Na­zywają mnie Żołtis. Dla innych ludzi jestem wężem, który się wije po ziemi, ale dla ciebie zrzuciłem skórę wężową i tobie jednej wyjawiłem swe imię. Czy pokochasz mnie, piękna dziewczyno?
Pokocham — rzekła Jegle — i będę ci wierną żoną.
I udała się z narzeczonym do podwodnego państwa.
Od tej pory upłynęło lat dziesięć. Jegle urodziła mężowi dwóch synów i córkę. Była szczęśliwa. Dzieci miała miłe i po­słuszne, a mąż strzegł jej i kochał. Lecz Jegle wreszcie za­tęskniła do rodzinnego domu. Obrzydło jej podwodne państwo, chciała zobaczyć ojca i matkę, zamienić z braćmi kilka ser­decznych słów, pośpiewać z siostrami przy kołowrotku.

Prosi więc męża:
Puść mnie, Żołtis, do domu, zabawię tam trochę, pokażę rodzicom nasze dzieci.
Ale Żołtis nie zgadza się.
Czy ci źle w podwodnym państwie? — pyta.
Nie, jest mi dobrze — odpowiada Jegle: — Ale zła to córka, która zapomina o ojcu i matce.
A Więc niech się stanie według twego życzenia — mówi Żołtis.— Puszczę clę, ale musisz mi przedtem uprząść tę złotą kądziel.
Jegle usiadła przy kołowrotku. Mija dzień i drugi, a ką­dzieli nie ubywa. Przybywa jej nawet.
Stara niania, która niańczyła najmłodsze dziecię, spojrzała, jak Jegle przędzie, pokiwała głową i mówi:
Choćbyś moich lat dożyła, nie uprzędziesz tej kądzieli. : — Więc cóż mam robić?— pyta Jegle.
Rozgrzej drut od pończoch w ogniu i przekłuj nim kądziel.
Jegle wzięła drut, rozgrzała do białości i zaledwie wetknęła go w kądziel— zaraz wyskoczyła z kłębka wielka żaba. Żaba ta siedziała w kądzieli i wypuszczała z pyska złote nici. Jegle z jednego końca przędła nitki, a tymczasem z drugiego końca kądziel stawała się coraz dłuższa. Teraz jednak Jegle w jedną noc uprzędła całą kądziel.
Nazajutrz przynosi mężowi przędzę i mówi:
Rozkaz twój spełniłam, a teraz ty spełnij, coś obiecał.
— Dobrze — odpowiada Żołtis. — Nie cofam swoich słów.
Puszczę cię jednak do matki i ojca dopiero wtedy, gdy ze­drzesz te trzewiki.
Żołtis wydostał spod ławki żelazne chodaki i podaje żonie. Jegle obuła je. Od rana do wieczora chodzi po ostrych kamieniach, wdrapując się na skały, lecz na żelaznej podeszwie nie powstaje ani jedna rysa.
Niania patrzy na nią i głową kiwa.
Na próżno się męczysz, córeczko, sto lat przeżyjesz i sto lat chodaki będą całe.
Naucz mnie, nianiu, co mam robić — prosi Jegle.
— Zanieś je do kowala i każ je rzucić do pieca.
Tak też i Jegle uczyniła. Kowal przepalił żelazo w piecu — stało się łamliwe i kruche jak szkło. W przeciągu godziny Jegle zdarła chodaki.
Przychodzi do męża i mówi:
— A teraz, czy mnie puścisz?
Puszczę — odpowiada Żołtis — Ale jakżeż się pokażesz w domu rodzinnym bez zajęczego pieroga? Obmówią cię ludzie, powiedzą, żeś zhardziała.
Przypomniała sobie wtedy Jegle, że gdy była  jeszcze ma­leńką dziewczynką, rodzice, ilekroć wyjeżdżali, nigdy nie wra­cali z pustymi rękami. Przywozili pieróg, wszystkie dzieci po kawałku obdzielali i odzywali się w te słowa: „Po dródześmy szli, do zajączkaśmy zaszli, zając nam pieróg wypiekł, oto kawałek".
Tak było przyjęte na Litwie za dawnych czasów. Wstyd się zrobiło Jegle, że zapomniała o zwyczaju swych dziadów, i po­biegła upiec pieróg.
A mąż niepostrzeżenie schował wszystkie wiadra i garnczki zostawiając tylko przetak. Jakże tu przetakiem wodę nosić
i jak w nim ciasto miesić? Woda przeleje się przez dziurki, a mąka się wysypie.
Ale i tu pomogła jej stara niania. Wzięła miękkiego żytnie­go chleba i zalepiła dziurki. Jegle zamiesiła ciasto na przetaku, a nie uroniła ani kropli wody i ani garści mąki.
Upiekła pieróg i zaczęła się żegnać z mężem.

(rzeźba uliczna w Połądze)

Mąż mówi do niej:
Nie pozostawaj dłużej w gościnie niż dziesięć dni i pa­miętaj, żeby cię nikt nie odprowadzał, gdy będziesz wracać. Stań nad brzegiem jeziora i zawołaj mnie w ten sposób:
Jeśli żyje mój kochany,
Niech zaszumi woda rzeczna,
Niech z odmętu tryśnie piana,
Piana biała, piana mleczna!
Jeśli miły mój nie żyje i  w otchłani ciemnej pływa,
Niech się wielka fala wzbije,
Pianą krwawą się pokrywa!
I wy, synowie, i ty, córko, dajcie słowo, że ludziom o niczym nie będziecie opowiadali.
Dzieci dały słowo.
Wtedy Żołtis zamienił się w węża i wyniósł żonę wraz z dziećmi na brzeg jeziora.
Jakaż to była radość, gdy Jegle z dziećmi zastukała do rodzinnego domu!
Ojciec i matka nie mogą się nacieszyć wnukami, a bracia i siostry nie mogą dość nagadać się z Jegle.
Tylko sąsiedzi trzymają się na uboczu. Szepcą między sobą:
Wróciła żona węża z dziećmi wężami. Dobrze, że chociaż męża swego w domu zostawiła. Mogliby jeszcze ściągnąć nie­szczęście!
Braciom zrobiło się przykro. Zaczęli więc namawiać sio­strę:
Wyrzeknij się męża, Zostań z nami na zawsze, a jeśli mąż przyjdzie po ciebie, to cię nie wydamy.
Jegle odpowiada:
Źle mówicie, moi bracia. Jakże żona może wyrzec; się żyjącego męża, jak może pozbawić dzieci ojca. Mąż nie przyj­dzie po mnie, ale nadejdzie czas, że sama przywołam go z głę­biny jezior.
A jak go będziesz wołać?
Ach, drodzy bracia — odpowiada Jegle —nie wy go będziecie wołać, więc po cóż wam to wiedzieć. Nie pytajcie lepiej, bo i tak wam nie powiem.
Tymczasem stara sąsiadka poucza braci.
— Źle zabieracie się do rzeczy — mówi. — Czego matka nie powie, to dzieci wypaplą.
I oto starsi bracia udali się nocą. do lasu, by paść konie, i wzięli ze sobą starszego  syna Jegle. Puścili w lesie konie na zieloną trawę, rozpalili ognisko i zaczęli wypytywać chłopca, jakie jest imię ojca i na jakie-wezwanie odpowiada.
Starszy syn nic im nie powiedział. Wypytują po dobroci — milczy, próbują szturchańcami - chłopiec tylko płacze.
— Nie ma rady — powiadają bracia,ten się wdał w mat­kę, może z młodszym łatwiej dojdziemy do ładu.
Nad ranem wrócili do domu.
Jegle zapytuje syna: - Dlaczego masz, synku, czerwone oczy?
W lesie dymiło ognisko — odpowiada syn — od tego - poczerwieniały mi oczy.
Następnej nocy bracia poszli znowu do lasu, by paść konie, i wzięli ze sobą młodszego syna Jegle
Ale i u niego nic nie wskórali. Nad ranem wrócili do domu.
                                    (rzeźba w Parku Tyszkiewiczów w nadmorskiej Połądze)

Jegle spojrzała na syna i pyta:
Dlaczego to, syneczku, oczy masz czerwone? Może cię wujkowie skrzywdzili?
— Nie, nie skrzywdzili — odpowiada syn. —Nie spałem całą noc, pilnowałem koni, dlatego mam czerwone oczy.
Na trzecią noc bracia znowu zebrali się W lesie. Ujęli pie­szczotą małą siostrzenicę i zwabili do siebie.
Dla matki i niani była ona najukochańszym dzieciątkiem. Nikt jej nawet palcem nie tknął, ani też nie powiedział  złego słowa. Wujowie zaczęli ją badać i wypytywać. A ona tylko oczka spuściła i kręci głową: „Ja nic nie wiem“. Ale gdy za­grozili jej giętkim prętem, zadrżała, zbladła jak chusta i wszy­stko opowiedziała. Powiedziała, jakie jest imię ojca i na jakie wezwanie odpowiada — słowem, odkryła tajemnicę.
Wujom tylko tego było potrzeba. Zapowiedzieli, żeby przed matką ani pary z ust nie puściła, i odprowadzili ją do domu.
Sami wzięli kosy i poszli w stronę jeziora. Dokonali złego czynu, wytarli kosy o trawę i wrócili z powrotem. Zaledwie kosy powiesili w sieni, Jegle usłyszała brzęk żelaza i serce się jej ścisnęło.
Czemuście, bracia, tak wcześnie wychodzili na robotę?
pyta.
Bracia odpowiadają:
Gęsta, trawa równiej się ściele o rannej rosie.
Jegle uczuła niepokój. Tegoż dnia udała się z powrotem do męża. Pożegnała się na progu z ojcem i matką, u bramy — z siostrami, uściskała braci, nie pozwalając, by ktokolwiek ją odprowadzał.
Podeszła z dziećmi do jeziora, stanęła na brzegu i rzekła, jak ją mąż nauczył: -
Jeśli żyje mój kochany,
Niech zaszumi woda rzeczna,
Niech z odmętu tryśnie piana,
Piana biała, piana mleczna!
Jeśli miły mój nie żyje i w otchłani ciemnej pływa,
Niech się wielka fala wzbije,
Pianą krwawą się okrywa!
Zakołysały się wody jeziora, pokryły się pianą. Ale piana ta nie jest biała jak mleko, lecz czerwona jak krew. Z dna do­chodzi głos:
W porze mglistej,
W czas świtania,
Jam stracony z ręki złej.
Powiedz, czemuś, córko miła,
Imię ojca wyjawiła?
Zapłakała gorzko Jegle, zaszlochała. Potem zwróciła się do dzieci i rzekła:
Nie macie już dobrego ojca, a ja nie mam ukochanego męża. Nikt nas nie powita w podwodnym państwie, a nie chcę pozostawać pod jednym dachem ze złymi zabójcami. Niech się więc stanie tak, jak powiem:
Wy, coście ojcu wierni pozostali I chociaż młodzi — słowa dotrzymali,
Dębem, jesionem wznieście się nad wzgórzem,
Koron swych dumnych nie chyląc przed burzą.
Ty, moja córko, o, sercu strwożonym,
0 sercu słabym, o duszy zbiedzonej,
Stań się osiką nad bagnem rosnącą,
Drzewkiem nieśmiałym, ze strachu wciąż drżącym.
Ja zaś się w jodłę zamienię zieloną
W smutku wieczystym bez dna pogrążoną
I z tych gałęzi w mroku rozłożystych
Łzy będę ronić jak perły smoliste...
Stało się, jak powiedziała. Starszy syn zamienił się w wy­soki dąb, młodszy — w jesion, a córka w drżącą osikę. Sama zaś Jegle stanęła nad jeziorem jako ciemna jodła.
Od tej pory pojawiły się na ziemi drzewa: jodła, dąb, jesion
i osika. Jak smutna wdowa jodła skłania swe gałęzie. Z lek­kim powiewem wiatru drżą, jakby zalęknione, drobne listki osiki. Pnie dębu i jesionu są mocne i niezłomne jak serce szlachetnego człowieka.
A dlaczego tak jest, wie tylko ten, kto słyszał od swych dziadów o biednej Jegle i jej dzieciach.



-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Jegle - w oryginale litewskim bajki zwą ją Eglė, co i współcześnie oznacza jodłę.
Żołtis -  w oryginale litewskim powinno brzmieć Žaltis co jest dziś częstą nazwą zaskrońca (opiekuna domu).
Niedokładne imiona wynikają z wydania książki z przekładu rosyjskiego.

Źródła:
* zdjęcie rzeźby WIKI i własne
* film You Tube
* tekst za "Bajki ludów nadbałtyckich" Nasza Księgarnia Warszawa 1959 rok






sobota, 16 maja 2015

Baśnie polskie - królowa Bałtyku.

                                   

Lucjan SIEMEŃSKI (1809 -1877) , zacięty badacz, poeta i tłumacz literatury słowiańskiej, Słowianofil, oparł się w swoich badaniach kultury także na micie bałtyckim, możnaby powiedzieć na bajce litewskiej, choć nie do końca - przecież każdy z nas lubi wypoczywać nad morzem, chociażby w słonecznej, polskiej Juracie. Jak zatem znaleźć rodowód tej baśni o łzach bursztynu ? Najbezpieczniej stwierdzić fakt, że tak stare opowiadanie istnieje, po prostu...leżakując nad Bałtykiem , jednak czasami warto sięgnąć po polską czy litewską baśń, dotyczącą słonej wody. No w górach Tetmajer a nad morzem ???




Muzeum bursztynu w litewskiej, nadmorskiej Połądze.

***

Lucjan Siemieński

KRÓLOWA BAŁTYKU

                                                            W głębinie wód Bałtyku wznosił się za dawnych czasów pałac królowej Juraty. Ściany tego pałacu były z czystego bursztynu, progi ze złota, dach z łuski rybiej, a okna z diamentów. Razu jednego rozesłała królowa wszystkich szczupaków z listami do najznakomitszych bogiń Jury, prosząc do siebie na gody i wspólną poradę. Nadszedł dzień naznaczony i zaproszone boginie przybyły: wtenczas królowa, otoczona przydwornym orszakiem, ukazała się w sali, uprzejmym ukłonem powitała gości i za- siadłszy na bursztynowym tronie, tak mówić zaczęła:
- Miłe przyjaciółki i towarzyszki moje! Wiecie dobrze, iż wszechwład­ny mój ojciec Praamżimas, pan nieba, ziemi i morza, mojej opiece i wła­dzy poruczył te wody i wszystkich mieszkańców w nich będących; same byłyście świadkami moich łagodnych i szczęśliwych rządów. Żaden naj­mniejszy robaczek, żadna najdrobniejsza rybka nie miały przyczyny skar­żyć się i narzekać, wszyscy żyli w pokoju i zgodzie; nikt się na życie dru­giego targnąć nie odważył. Teraz zaś jeden nikczemny rybak, Castilis, znad brzegów moich posiadłości, tam gdzie rzeka Święta hołd memu kró­lestwu płaci, jeden nikczemny śmiertelnik ośmiela się naruszyć spokojność niewinnych moich poddanych, imać w sieci i na śmierć skazywać, gdy ja, sama, do własnego stołu ani jednej nie śmiem ułowić rybki - fląderki nawet, które tak lubię, po jednej połowie zjadam, a drugą nazad do wody wpuszczam. Takiej śmiałości nie można puścić bezkarnie: oto gotowe cze­kają nas łodzie, płyńmy nad brzegi Święty, bo właśnie o tej porze zwykł on zarzucać sieci. Naszymi pląsy i śpiewy zwabimy go na dno morza, udusimy w uściskach i oczy żwirem zasypiem.
Rzekła i natychmiast sto łodzi bursztynowych pożeglowało dokonać okrutnej zemsty.
Płyną, słońce pogodnie świeci; morze ciche - a echo już roznosi po wybrzeżu słowa pieśni: Bieda ci, rybaku młody! Stanąwszy boginie blisko ujścia rzeki postrzegły rybaka, jak siedząc na brzegu, rozwijał sieci. Za­jęty pracą, zrazu nic nie uważał, lecz gdy go urocze doszły śpiewy, zwrócił wzrok na wodę i ujrzał sto łodzi bursztynowych i sto przecudnych dzie­wic, a wszystkim przewodniczyła z koroną na głowie, z bursztynowym berłem w ręku królowa morza. Dźwięk coraz milszy się rozlega; otaczają go morskie panny i swymi wdzięki do siebie wabić poczną:

O, rybaku piękny, młody,
Porzuć pracę, chodź do łodzi:
U nas wieczne tany, gody,
Nasz śpiew troskę twą osłodzi.

My obdarzym boskim stanem,
Skoro z nami mieszkać będziesz:
Śród nas będziesz morza panem,
I naszym kochankiem będziesz.

Słyszy to rybak i ujęty zdradliwą ponętą już chce się rzucić w objęcia bogini, gdy królowa skinieniem berła każe się uciszyć towarzyszkom i tak do zadumanego rzecze:
- Stój, niebaczny! Zbrodnia twa wielka i godna kary, jednak ci prze­baczę pod jednym warunkiem. Podobała mi się twoja uroda; kochaj mię, a będziesz szczęśliwy. Lecz jeślibyś wzgardził miłością Juraty, wtedy za­śpiewam ci taką piosenkę, iż wnet będziesz w mej mocy, a za dotknięciem mego berła zginiesz na wieki.
Młodzieniec wyznał i zaprzysiągł jej wieczną miłość.
Królowa na to:
- Teraz już jesteś moim; nie zbliżaj się do nas, bobyś zginął. Za to co wieczór będę przypływać do ciebie i na tej górze, którą odtąd od tego imienia zwać się będzie Castity, zawsze zobaczę się z tobą.
Po czym zniknęła królowa z całym orszakiem.
Rok już minął, jak co wieczora królowa Jurata przyjeżdżała na brzeg i na górze widywała się z kochankiem; lecz Perkun 1), dowiedziawszy się o tej schadzce, rozgniewał się mocno, że bogini poważyła się ukochać śmiertelnika, A gdy jednego roku wróciła królowa do swego pałacu, spu­ścił z nieba piorun, który rozprószywszy morskie bałwany, uderzył w mie­szkanie królowej, samą zabił i bursztynowy pałac na drobne roztrzaskał cząstki. Rybaka zaś Praamżimas przykuł na dnie morza do skały i położył przed nim trupa jego kochanki, na którego wiecznie patrząc, przymuszony jest opłakiwać swoje nieszczęście. Dlatego to teraz, gdy wicher morski zaburzy fałe, słychać jęk z daleka - to jęk biednego rybaka; a woda wy­rzuca kawałki bursztynu - to są szczątki pałacu królowej Bałtyku.

------------------------------------------------------------------------------------------------------
1) Perkun - najwyższy bóg u dawnych Litwinów i Prusów, władał m.in. piorunami.






Postacie z bajek litewskich na Mierzeji Kurońskiej.



Inne żmudzkie postacie.



Gintaras - jantar - bursztyn - dzintars - electrum...


                                                Jodła, królowa węży... z parku w Połądze.


Pomnik, bohaterów ww bajki  - Jurata i rybak Kastytis w Połądze.

Źródła:
* © "Baśnie polskie" w opracowaniu Tomasza JODEŁKI - BURZECKIEGO wyd. LSW 1971
* © zdjęcia z wakacji 
* © zdjęcia pomników z książki "Palangos Gintaro Muziejus" P.GUDYNAS, S. PINKUS wyd."Mintis" Wilno 1968 r. 

środa, 4 lutego 2015

Gintaras.



WACŁAW WOLSKI.

"Z polsko-żmudzkiego Bałtyku.
Szumią Bałtyku ciemne, zapienione fale..."

Szumią Bałtyku ciemne, zapienione fale,
U podnóża północnych sag mgliskiem zasnutej,
Smętnej, bladozielonej mogiły Biruty,
W tęsknoty do pogańskiej Litwy dzikim szale !...

Szumią, niby litewskich wajdelotek chóry,
W przemijania rytm smętny, dziki, rozszlochany,
Ciskając w szale kłęby śnieżnej, słonej piany,
Na brzeg Bałtu sierocy, piaszczysty, ponury ...

Szumią o litewskiego grodziska bursztynie,
Któremu przy Bałtyku pieśni wichrogłosej,
Podmywały skarp nogi ich pian śnieżnych włosy,
Których wizja w wieczności przemijania ginie ...

Szumią w dzikiej, pijanej nocą anamnezie,
Jak od tego smutnego, północnego brzegu,
Na srebrnoblachych łodziach, w kipiących pian śniegu,
Odbijali zakuci w zbrój bursztyn witezie...

Jakaś pogańskiej Żmudzi klechda — odysseja,
Śniona przez litewskiego lirnika — Ossjana,
W truchłowych pianach Bałtu chmurnego skąpana,
Niby pieśń morskich piekieł ryczących Orfeja...

Warszawa.






LEGENDA:
Masilija - Marsylia
Fekcijas (provincija) - dziś Vechten k. Utrechtu, Holandia
Karnuntumas - Karyntia
Akvilėja - Akwileja
GINTARO KELIAI - SZLAK BURSZTYNOWY
Šiaurinė Romos imperijos siena - Północna granica Imperium Rzymskiego
Senojo žalvario amžiaus kelias - stara droga z epoki brązu
Aisčių gintaro keliai senajame žalvario amžiuje - szlak bursztynowy Estów ze starych wieków brązu
Vidurinio žalvario amžiaus kelias - droga z środkowej epoki brązu
Jūros kelias - szlak morski
Rytų keliai - droga wschodnia

Źródła:
* P. GUDYNAS, S. PINKUS "Palangos gintaro muziejus" Wilno 1968
* komiks litewski SKOMANTAS