Popularne posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkopolska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkopolska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 września 2015

Choruję na "Hiszpankę"


                                                         Wspomniana książka (okładka).

                                                         Trafiła do mnie książeczka (niewielka objętość) o Ignacym Janie PADEREWSKIM, wielce uznanym muzyku, a w Poznaniu (moim mieście) bardzo cenionym za patriotyzm. Jak każdy pamiętnik ta książeczka mile mnie zaskoczyła, po prostu, mając to do siebie, że pisana z pierwszej ręki... "Pamiętniki" PADEREWSKIEGO troszkę nie pasują do tego bloga, choć spróbuję sytuację ratować i zamieszczę tutaj, poniżej jedno piękne zdanie na temat Polski i Litwy, które wygłosił sam muzyk. Mile zaskoczył mnie w tych wspomnieniach stosunek autora do grodu Przemysła. Nic nie ujmując, doktor Honoris Causa z dziedziny filozofii na Uniwersytecie Poznańskim, jest ceniony tutaj po dziś dzień. Chcę powiedzieć, że zawsze towarzyszyła mi pewna aura "powstańcza", kiedy schodziłem, przy hotelu "Bazar" w dół , ulicą (ul. Nowa) PADEREWSKIEGO na Stary Rynek... Chciałem po prawdzie dowiedzieć się czegoś więcej o tamtych wojennych czasach i dlatego sięgnąłem po książkę. W pełni zasłużył sobie polski muzyk na dobre  o  Nim zdanie i "Pamiętniki", skromna wypowiedź wielkiego człowieka trafnie do tego się odnoszą.
Sam Adam MICKIEWICZ (nie zapominając o jego starszym bracie - Franciszku) wiele zawdzięczał Wielkopolsce..., dlaczego zatem nie wspomnieć na blogu o Poznaniu, jak pisze PADEREWSKI - starym mieście polskim.
Zatrzymajmy się na chwilę przy ostatniej superprodukcji filmowej Łukasza BARCZYKA z 2014 roku p.t. "Hiszpanka". Od razu powiem, że film mi się podobał i chyba odbiegam tym stwierdzeniem od większości, która go obejrzała. Choć miewa zakręty mniej pożądane dla historycznych wydarzeń o których opowiada. Tutaj, każdy chyba wskaże na zakręty fantastyczne, żeby nie powiedzieć okultystyczne, magiczne itd. itp. Jednak jest w tym filmie wiele wątków w pełnym znaczeniu historycznym , związanych z dziejami Poznania. Mnie najbardziej przypadły do gustu komputerowe próby odwzorowania Poznania z pocz. XX wieku (Katedra na Ostrowie Tumskim), akcja ELEPHANT (która być może odnosi się do sławetnej słonicy KINGI, bo chodzi przecież o słonia indyjskiego - mały poślizg czasowy), PADEREWSKIEGO przybycie do Gdańska, które rzeczywiście miało miejsce na pokładzie brytyjskiego krążownika "Concord" (jak sam autor mówi wzruszyło Go to "zjednoczenie serc"), zdobywanie lotniska na Ławicy czy przemówienie głównego bohatera z podkreśleniem, że poznański tłum zebrał się nie dla Niego, lecz dla pewnej, niepodległej idei (o tym właśnie wspomina PADEREWSKI w "Pamiętnikach") i wielu, wielu innych wrażeń, które dostarcza poprzez grę skojarzeń ten film Poznaniakowi.
Wróćmy na chwilę do Litwy, w jednym z przemówieñ poświęconych Polsce a skierowanym do braci amerykańskiej PADEREWSKI tak mówi: “W roku 1413 Polska zawarła unię polityczną z Litwą. Ten akt wolnego związku ogłaszającego po raz pierwszy w dziejach braterstwo narodów, ten akt związku, potwierdzony dokumentem o wzniosłym, prawie ewangelicznym pięknie, ten akt wolnego związku dwóch różnych ras, który przetrwał nienaruszony aż do samego końca naszej niepodległości, jest jednym z najwspanialszych dokonań nie tylko Polski, ale całej ludzkości.”
Z książki przebija postać wybitnego muzyka, człowieka o światłej kulturze, uroku osobistym a jednocześnie skromnego patrioty – oddanego całym życiem sprawie polskiego narodu. Charakterystyczny jest tutaj polityczny temperament bohatera a i we wszystkim do czego zmyślnie podchodzi obserwujemy  nie chęć pogoni po trupach, a rzeczywiste , wręcz “taktyczne” rozwiązania. Sposób w jaki podchodzi On  do do rozwiązywania problemów jest jak sam wspomina rodzajem  muzycznej oracji, co pomagało mu w trudnych czasach szerzyć idee narodu dążącego z całych sił do odzyskania niepodległości.
Najlepiej uzmysławia nam to właśnie urywek książki poświęcony przyjazdowi w grudniu 1918 r. PADEREWSKIEGO do Poznania. Człowiek, który stał się  wyrazem idei Polaków przyczynia się  do wybuchu zwycięskiego Powstania. Nie mogę się oprzeć obrazowi Poznania tamtych dni, dlatego przytoczę ten urywek w obszernej całości:
„Następnego dnia wyjechaliśmy do Poznania. Mieliśmy przed sobą jeszcze około dwóch godzin jazdy, gdy pociąg został zatrzymany i do przedziału wszedł oficer policji niemieckiej. Oświadczył mi:
-Nie może pan jechać do Poznania. Nasz rząd protestuje przeciw temu.
Nic mi o tym nie wiadomo — odpowiedziałem — by coś stało na przeszkodzie mojej podróży do Poznania. Jadę z misją od rządu brytyjskiego i moim celem jest dotarcie do Polski. A Poznań to Polska. Miasto to było jedną z naszych dawnych stolic i rozpoczynam wizytę w Polsce właśnie od Poznania.
Ale my nie pozwalamy panu tam jechać.
Była to okropna chwila. Wtedy wszedł pułkownik Wade i powiedział:
Moim zadaniem jest towarzyszyć panu Paderewskiemu w podróży do Polski i dojedzie on w moim towarzystwie, wraz z całą misją brytyjską. Oto moje dokumenty.
Czy nie byłoby lepiej, gdyby pan bezpośrednio pojechał do Warszawy? — zapytał mnie oficer policji. — W każdym razie proszę pana wziąć pod uwagę, że ja protestuję przeciw pańskiej wizycie w Polsce.
Odpowiedziałem mu, że przyjmuję to oświadczenie, ale nie przyjmę żadnych rozkazów:
Pan nie może wydawać żadnych poleceń.
Pojechaliśmy więc do Poznania. Na ulice wyległa cala ludność, jakieś sto pięćdziesiąt tysięcy ludzi. Zapadł już wieczór i mnóstwo ludzi trzymało w rękach pochodnie. Naprawdę nieczęsto można ujrzeć takie powitanie. Wszyscy mnie pozdrawiali. Nie chodziło tu oczywiście o moją osobę, ale okoliczności uczyniły mnie przez chwilę symbolem idei. To wielki zaszczyt, gdy człowiek staje się symbolem idei.
Powitanie nastąpiło na dworcu, wygłoszono przemówienia. Potem w hotelu „Bazar” zebrało się całe ziemiaństwo, kupcy, robotnicy i chłopi, mężczyźni i kobiety. Musiałem przemawiać, nie wiem, ile razy. Prawie każda delegacja, która przybywała, domagała się mojej odpowiedzi.
Musiałem wreszcie wyjść na balkon — a był to wieczór 25 grudnia, deszcz przestał padać i zrobiło się nagle przejmująco zimno — i przemówić do tłumu, który wypełniał już nie tylko olbrzymi plac przed „Bazarem”, ale i przyległe ulice.
Nie wyleczyłem się jeszcze z zaziębienia i straciłem zupełnie głos. Całkowicie zaniemówiłem, a czekał mnie jeszcze bankiet w Ratuszu. Przemawiano na nim i ja także musiałem mówić. Nie wiem do dziś, jak mi to się udało.
W dniu 26 grudnia znów przemówienie. Tłum był olbrzymi. Mowę wygłosiłem z hotelowego balkonu podczas bardzo zimnego wieczoru. Straciłem więc głos. Wezwałem lekarza, a ten obecny zresztą wśród gości, jeden z najlepszych w całym mieście nakazał położyć się natychmiast do łóżka i pozostać w nim kilka dni.
Nazajutrz, 27 grudnia, leżałem w łóżku, gdy otrzymałem wiadomość, że przybyły delegacje uczniów szkół prowincjonalnych, to jest z tej części Polski, która była pod pruskim panowaniem, i pragną się ze mną spotkać. Lekarz był na miejscu i oczywiście zakazał mi tego kategorycznie, mówiąc, że byłoby to dla mnie bardzo niebezpieczne, miałem bowiem gorączkę.
Nie mogłem mówić. Żona moja zdecydowała się wyjść na balkon i odpowiedzieć na wszystkie przemówienia defilujących przed hotelem delegacji. W pochodzie maszerowało około dwudziestu tysięcy dzieci.
Tak, z pewnością wywierało to wrażenie, ale ja nie mogłem tego oglądać. Gdy już pochód miał się ku końcowi i wyszła ostatnia delegacja dzieci, nagle usłyszałem bardzo głośne krzyki na ulicy. Nie były to dziecięce głosy, to krzyczeli Niemcy. Zaraz potem zaczęto strzelać w kierunku hotelu! Żona moja, bardzo tym wstrząśnięta, wbiegła do pokoju ze słowami:
Nie wstawaj! Strzelają do hotelu, wprost tutaj!
Zajmowaliśmy trzy pokoje od frontu, a obok nas mieszkała misja brytyjska. Było jasne, że strzelający doskonale o tym wiedzieli. Większość pocisków trafiła bowiem do mojego pokoju i do pokoju pułkownika Wade.
Strzelanina trwała nadal i do pokoju wszedł także pan Strakacz, mówiąc:
Teraz nie może pan wstać, jest bowiem zbyt niebezpiecznie.
Przerwały mu kule, które wpadły przez okno, wybijając szyby.
Strzały wciąż się powtarzały. Strakacz wyjaśnił mi:
To ochotnicy armii pruskiej, wielu to oficerowie. Stanowią duży oddział. Jak widać, zamierzają zabić pana i członków misji.
Dlaczego? Oficerowie? — zapytałem.
Ci oficerowie wtedy byli właściwie żołnierzami, jak wówczas w całym państwie niemieckim, czyli, jak mówi się teraz i mówiło się wtedy — w Rzeszy. Wie pani, za przykładem Rosji wybuchła [w Niemczech] rewolucja, która ustanowiła rady i żołnierze odmówili posłuszeństwa oficerom. Dlatego oddział, który strzelał do mnie, składał się głównie z oficerów. Żołnierze bowiem odmówili, nie brali w tym udziału.
Ta ziemia była polska, wojna już się skończyła. Żołnierze wracali do domu. Polscy żołnierze odmówili podporządkowania się oficerom niemieckim, którzy domagali się, by uczestniczyli oni przynajmniej w niemieckich manifestacjach wrogości i nienawiści. Żołnierze natychmiast utworzyli komitet i uzbroili się. Wpadli do arsenałów, we wszystkich koszarach wojskowych była przecież broń, zabrali ją i byli gotowi bronić „Bazaru”.
Sytuacja rozwijała się coraz bardziej interesująco. Z sąsiednich miast, gdzie mieszkała także ludność niemiecka, nadciągnęli niemieccy żołnierze, gotowi przyłączyć się do swych oficerów.
Całą noc trwała strzelanina. Tymczasem polscy żołnierze zorganizowali się i okazało się, że nie tylko zdecydowanie przeważają i mogą się bronić, ale do nich należy zwycięstwo w tym starciu.
Wywierało to wrażenie, ponieważ... także domy naprzeciw hotelu — hotel stanowił jeden blok, po obu jego stronach biegły ulice, a przed hotelem znajdował się olbrzymi plac, Plac Wolności, jak go teraz nazywają i owe domy przy obu ulicach były wciąż pod kontrolą władz niemieckich. Administracyjnie Poznań należał wciąż do Prus. Wciągnięto karabiny maszynowe na dachy tych budynków i ciągle ostrzeliwano hotel. Niemal trzy dni trwała regularna bitwa. Było już wielu zabitych, zwłaszcza po naszej stronie, bo żołnierze polscy dopiero się organizowali, a tamci byli świetnie przygotowani.
Czy oni wciąż strzelali w kierunku mego pokoju? Tak. Przyszła do mnie delegacja gości hotelowych. Hotel był przepełniony, wiele osób przybyło z odległych stron Poznańskiego, niektóre przejechały trzysta lub czterysta mil. Zdawali sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Zażądali ode mnie, bym opuścił pokój — leżałem wciąż w łóżku — i przeniósł się do wewnętrznych pomieszczeń, których okna wychodziły na dziedziniec.
Mieszkała tam arystokratyczna rodzina, która przeniosła się do jednego pokoju i oddała nam pozostałe dwa z dotychczas zajmowanych przez siebie pokojów. Właściwie zmusili nas, byśmy się do nich wprowadzili.
Walka trwała przez całą noc. Nazajutrz sytuacja Polaków broniących hotelu wyglądała o wiele lepiej. Była na tyle pomyślna, że wojskowe władze niemieckie przystąpiły nawet do rokowań z polskimi żołnierzami.
Istniała już zresztą powołana do tego celu instytucja, która powstała po rozejmie między Niemcami a aliantami, w Niemczech panowała bowiem wówczas anarchia. Potem sytuacja się zmieniła, ale wtedy, jak pani już wie, wszędzie były rady ludowe, a Centralna Rada Ludowa w Poznaniu składała się z ogólnie znanych i poważanych obywateli. Nie byli oni rewolucjonistami, wprost przeciwnie konserwatystami. Zostali jednak wybrani przez lud i żołnierzy na przywódców Centralnej Rady Ludowej Poznańskiego.
W wyniku prowadzonych przez nich rokowań wymiana ognia, rozpoczęta 27 grudnia, trwała do 29 grudnia, kiedy to nastąpił rozejm między walczącymi. Nie było jeszcze ani zbyt późno, ani też za wcześnie. Po obydwu stronach było wielu zabitych i rannych.
Tak, te tragiczne wydarzenia musiały wywołać przerażenie ludzi przebywających w hotelu. Trzeba jednak przyznać, że nikt nie wyglądał na ogarniętego paniką. Wszyscy natomiast zachowywali się ostrożnie, nie próbowano wychodzić z hotelu. Kiedy jeszcze walki trwały z nadzwyczajnym natężeniem, wszyscy wykazywali niezwykłą odwagę i hart ducha, zwłaszcza pan Korfanty. Lekceważył niebezpieczeństwo, podczas najbardziej gwałtownej wymiany strzałów chodził wszędzie bez broni. Spełniał swe obowiązki bohatersko, podobnie jak jego koledzy. Oczywiście, jako młodszy od innych poruszał się szybciej i był pełen inicjatywy. Odegrał też w tej sprawie rolę najbardziej istotną, choć równie aktywny był sam prezes Naczelnej Rady Ludowej, ksiądz Adamski, wtedy kanonik, a obecnie biskup.
Zna pani tę pruską taktykę, taktykę zastraszania ludzi, zmierzającą do odebrania im odwagi i inicjatywy. Musieli oni jednak wtedy złożyć broń; całe uzbrojenie i zaopatrzenie wojenne znajdujące się w Poznaniu. Stali się oni Polacy panami sytuacji. Ale nie był to jeszcze koniec, trwały bowiem wciąż walki w kilku sąsiednich, prowincjonalnych miastach.
Siły polskich oddziałów szybko rosły, ze wszystkich stron, z miasteczek i wsi, napływali żołnierze. Co kilka godzin przychodził telefonogram lub telegram ze słowami: „Miasto jest w naszych rękach!”.
Podobnie działo się na terenach sięgających aż do dawnej granicy zaboru rosyjskiego.
30 grudnia toczyły się jeszcze walki na dużą skalę w mniejszych miastach, jednakże 31 grudnia po południu otrzymaliśmy wiadomość, że ostatnie miasto leżące przed dawną granicą rosyjską, Ostrów, jest już w polskich rękach. Mogłem więc jechać do Warszawy.
Tegoż dnia wstałem z łóżka. Odbyłem wiele narad z naszymi ludźmi, z Naczelną Radą Ludową i najwybitniejszymi obywatelami Poznania. Potem, w zupełnym spokoju, wsiadłem do pociągu do Warszawy. Było to wieczorem 31 grudnia, pociąg jednakże odjechał dopiero w dzień Nowego Roku, o drugiej nad ranem.
Towarzyszyło mi wielu mężczyzn, każdy z nich uzbrojony. Było wśród nich kilku młodych ludzi, którzy na ochotnika zgłosili się do eskorty i towarzyszyli mi do Warszawy. Gdy dojechaliśmy do granicy, napotkaliśmy jedynie parę osób, był wczesny ranek, chyba szósta, i nie zauważyłem nic szczególnie interesującego.
Przybyliśmy do Kalisza, starego miasta, pierwszego, które chyba 4 sierpnia 1914 roku zostało prawie całkowicie zburzone. Ludzie dowiedzieli się, że przyjeżdżam, powitali mnie bardzo uroczyście. Zebrał się kilkutysięczny tłum, wygłoszono przemówienia.”

Podsumowując książkę czyta się z wielkim zainteresowaniem, „jednym tchem”, mimo iż skierowana jest do studentów muzyki (wyd. Polskie Wydawnictwo Muzyczne), przysporzy dużo wrażeń i czytelnikom, chcącym poznać biografię honorowego obywatela Poznania.
Serdecznie polecam.


                          Tablica ku czci I.J. PADEREWSKIEGO na poznańskim hotelu "Bazar".


Źródło:
Ignacy Jan PADEREWSKI "Pamiętniki 1912 - 1932" ("The Paderewski Memoirs") spisała Mary LAWTON, tłum. z angielskiego Andrzej PIBER Kraków 1992 r.
Zdjęcia: własne i www


sobota, 16 maja 2015

Dwaj Rektorzy wileńskiej Akademii.

                                                   Dwoma pierwszymi Rektorami Uczelni Wyższej w Wilnie byli Polacy, bardzo zasłużeni dla polskiej kultury (duchowej, patriotycznej...), bliżej związani, prócz Wilna z Krakowem (SKARGA) i wielkopolskim Wągrowcem (WUJEK). Obaj piszący w okresie Baroku, tak jak czas i sumienie nakazywało byli Jezuitami. Przyznaję, że natrafiając na inskrypcje na pamiątkowej płycie podwórca wileńskiego Uniwersytetu, doznałem mocniejszego bicia serca. Jakub (Jakób) WUJEK był przecież dotychczas bohaterem moich wycieczek za Poznań, do pobliskiego Wągrowca, małego lecz niezwykle przytulnego, wielkopolskiego miasteczka. Wyszło na to, że wielkopolska pętla Szlaku Cysterskiego zatacza w domyśle "większe kręgi"... Z krwi i kości Wielkopolanin na krześle rektorskim w Wilnie. Bardzo to wzrusza i daje do myślenia.
A jak widzą te postacie sami Litwini - przytaczam urywki książki pisarza z Kłajpedy, przyjaciela Czesława MIŁOSZA, Tomasa VENCLOVY, dotyczące Piotra SKARGI i Jakuba WUJKA.



                                Pomnik i tablica pamiątkowa z Kościóła św. Jakuba w Wągrowcu.

Wujek Jakub (1541-1597), jezuita, pisarz religijny. Pochodził z Wiel­kopolski. Był rektorem kolegiów jezuickich w Poznaniu (od 1573) i Wil­nie (1578-1579). Po podniesieniu kolegium do rangi akademii obowiązki Wujka przejął —> Piotr Skarga. Tradycyjnie, choć nieściśle, Skarga nazy­wany jest pierwszym, Wujek zaś - drugim rektorem Akademii Wileńskiej. Wl. 1579-1584 Wujek pełnił funkcję rektora kolegium w Koloszwarze (obecnie Kluż-Napoka w Rumunii).
Napisał pierwszą postyllę katolicką w języku polskim (1573-1575, wydanie poszerzone 1584). Jego Postillę mniejszą (bynajmniej niemałych rozmiarów) —> Mikołaj Dauksza przełożył na język litewski. Wujek naj­bardziej zasłynął jako tłumacz Biblii. Jego przekład uznano za klasyczny (całość w redakcji dokonanej przez komisję zakonu jezuitów ukazała się w 1599) i stał się podstawą wielu późniejszych edycji Pisma św.



                                          Nieznanego autora portret Rektora Piotra SKARGI.

Skarga Piotr, właśc. Piotr Powęski (1536-1612), teolog, kaznodzie­ja. Urodził się na Mazowszu. Studiował na Uniwersytecie Krakowskim, w 1564 r. otrzymał święcenia kapłańskie. W1.1569-1571 przebywał w Rzy­mie, gdzie wstąpił do zakonu jezuitów (rzeczywistym członkiem Towa­rzystwa Jezusowego został dopiero w Wilnie). W 1. 1573-1584 mieszkał w Wilnie. Początkowo był wicerektorem kolegium jezuickiego, a następnie (1579-1584) został pierwszym rektorem nowo powołanej Akademii Wi­leńskiej. Utrzymywał kontakty z —> Augustynem Rotundusem Mieleskim, —> Andrzejem Wolanem, nawrócił na katolicyzm kilku członków rodu Radziwiłłów, szczególnie zabiegał o nawrócenie —> Jerzego Radziwiłła, wywarł niemały wpływ na —>Stefana Batorego. Wydał pisma polemicz­ne skierowane przeciwko protestantom i prawosławnym (ogółem w Wilnie wydano 11 książek jego autorstwa - 9 polskich i 2 łacińskie). Imię Skargi najbardziej rozsławiły Żywoty świętych (Wilno 1579), które w ciągu kilku stuleci doczekały się ponad 20 wydań. To dzieło hagiograficzne głosiło kult ascezy, zasadniczo różny od dotychczasowych norm renesansowych, stało się lekturą obowiązkową w kolegiach jezuickich i szkołach parafialnych, lubianą przez młodzież i kobiety, czytywano je też na głos analfabetom. Książkę Skargi wykorzystał w XIX w. —> Motiejus Valančius przy pisa­niu swoich Zyvatai sventiyif. W okresie wileńskim Skarga organizował też nowe kolegia jezuickie w Połocku, Rydze i Dorpacie (obecnie Tartu). Miał porywczy charakter, z trudem dostosowywał się do obowiązujących w za­konie reguł dyscypliny.
W 1584 r. przeniósł się do Krakowa, gdzie został kaznodzieją nadwor­nym króla Zygmunta III Wazy. Funkcję tę pełnił przez 24 lata. Ogłosił traktat polityczny Kazania sejmowe (1597), w którym domagał się wzmoc­nienia władzy królewskiej, opowiadał się przeciwko wolności szlachec­kiej i uciskowi chłopów, zarazem surowo potępiał różnowierców. Znacz­nie przyczynił się do zwycięstwa kontrreformacji w Rzeczypospolitej. Po śmierci, a zwłaszcza w okresie romantyzmu, stał się postacią niemal legendarną: m.in. —> Adam Mickiewicz dostrzegał w nim proroka, który przewidział zagładę państwa.
Konserwatywny, wręcz fanatyczny katolik i patriota, Skarga był wy­bitnym pisarzem, który łączył w swojej twórczości elementy literatury renesansowej i barokowej; jego kazania napisane sugestywnym stylem retorycznym przypominają pisma proroków starotestamentowych i przy­powieści ewangeliczne. Skarga często jest porównywany do klasyka literatury francuskiej Jacques’a Bossueta (1627-1704). Pisma Piotra Skargi są wydawane i czytane do dziś.
Imieniem Skargi nazwany jest dziedziniec Wielki na Uniwersytecie Wileńskim (znajduje się tam poświęcona mu tablica pamiątkowa). W ka­plicy św. Kazimierza jest ambona w kształcie kielicha unoszonego przez orła z rozpostartymi skrzydłami, którą tradycyjnie wiąże się z osobą Skar­gi (w rzeczywistości pochodzi z 1. poł. XVIII w.). Drewniany krucyfiks z XVI w. w kościele św. Jana uważany jest za dar Piotra Skargi.

Źrodła:
* Tomasz VENCLOVA
"Wilno. Przewodnik biograficzny" PIW Warszawa 2013 r.
(tłum. Beata PIASECKA, dedykacja od autorska : Pamięci Czesława MIŁOSZA)
* Luboš Švec "Dějiny pobaltskych zemi" Praha 1996 r.
* zdjęcia z Wągrowca z wycieczki ©

czwartek, 4 września 2014

Szlachcianka wielkopolska, Przyjaciółką Adama MICKIEWICZA.


W tytule mowa o Konstancji ŁUBIEŃSKIEJ, którą Poznaniacy znają na pewno bliżej, mało jednak znana jest jej zaściankowa twórczość. Spróbujmy urywka (który nie jest łatwy ze względu na treść społeczną):

                                "Jeżeli więc świat pobłażalnością uwalnia stronę jednę od równej zupełnie winy, a całą winę zlewa na stronę drugą — czyż sprawiedliwie czyni? Nieszczęśliwa ta po spełnieniu najprzód występku ujrzała się przedmiotem suruwéj opinii, na­raz po uroku mniemanego szczęścia, przez przerwy i zmiany zawiedziona w swoich oczekiwamarh, stawioną została pod pręgierz opinii publicznej. — Tu dodajmy uczucia matki i jej cierpienia, gdy oddać przychodzi dług macierzyństwa, a bolesne spojrzenie zwraca na ową istotę z krwi własnej poczęły, na którą z pierwszem tchnieniem pada piętno nędzy i hańby. — Tu rwą się siły fizyczne i moralne, błąka się rozum nieszczę­śliwej matki i może morderstwo wydaje jej się dobrodziejstwem bo ją i dziecię ocala od wstydu i biedy.
Którejże matki serce przynajmniej tyle do kochania nie jest zdolnem, ażeby tak łatwo na życie własnego dziecięcia, stworzenia tak niewinnego, podnieść dłoń zakrwawioną bez wzdrygnienia mogła?
Tu jedynie przypuścić nam potrzeba srogą walkę wewnę­trzną , która osłabioną istotę przywodzi do szału i w obłąka­niu popycha ostatecznie do spełnienia okropnej zbrodni.
Jeżeli świat socyalnej domaga się dziś reformy, jeżeli sprawiedliwość wymierzoną tu być powiana z każdej strony, wołajmy przeto o reformę ogólną, wołajmy o poprawę oby­czajów świata całego, wołajmy o polepszenie bytu tylu sióstr i matek, na których pokrzywdzeniu cierpi ludzkość sama.
Wprawdzie człowiek słabości uległy, lecz razem musi poznać ów świat moralny, gdzie mu są wskazane razem obo­wiązki i warunki. Gdy te nie będą zaszczepione z pierwszem rozwinięciem się zmysłów naszych; gdy tak silnie w myśl nie wrosną, iżby stały się drugą naturą człowieka, naprzeciw naturze żądz jego i namiętności fizycznych; gdy tych prawd sobie przekazanych w pewnej już odpowiedzialnoitci światu społecznemu, do jakiego należeć musi, nie zaczerpnął w całej potędze ducha, jako w tej drugiej naturze moralnej nadanych mu w zasadach stałych; gdy nie umocnił w sobie siłą całą — naówczas w walce namiętności, która się odnawia codzień, upadnie druga owa natura człowieka, świat bez zasad mo­ralnych ostać się nie może i społeczeństwo całe bez nich rozwiązać się musi; a jak pojedynczy odłamek upada, tak samo i naród cały. Jeżeli więc wymagamy po płci jednej docho­wania praw ścisłych w całej ich odpowiedzialności, jeżeli po­trzebą jest świata dochowanie dla niego tych ustaw ścisłych, jako koniecznych nieskażonych cnót, czyliż wzajemną nie by­libyśmy związani powinnością uświęcenia obyczajów naszych bez uszczerbku ?"

Dziś Budziszewko wygląda tak (w dworku nie ma już SP, może to szkoda...):






Na koniec "Upominka moim współziomkom", który cały na Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej znajdujemy Jej zajmujący wiersz:

CZAMARA

Gdzież są wieki, gdzie zwyczaje,
Kiedy strój panował stary?
Gdy z pięknej, sutej czamary,
Brat brata łatwiej poznaje.
Karabela u tancerza
Brzmi u pasa - w tem uderza
Rozgłos: Turek już pod Wiedniem;
Nim tam synom gardło ścisnął,
Przed czamar strojem powszednim,
Sułtan z wojskiem z granic prysnął
I zapomniał o Cecorze.
Polak w boju, czy w mazurze,
Drżały przed nim wrogi liczne;
Znał czamarę bisurmanin,
Hołd jej ludy niosły z danin;
Znały dzieje polityczne
Dzielnych i walczących braci,
W marsowej niegdyś postaci.
Aż niestety ! w zmiennym guście,
Strój, co nas tak świetnie stroił,
Obcy zwyczaj kuso skroił.
Cóż świat nie czyni w rozpuście?
Z stanów w obkrojono burty,
W końcu krawiec sprawił kurty.
W polonezie, kaftan kusy,
Cudza suknia nie przypada;
Cóż tu robić ? nowa rada;
Obce tańce - A więc w sasy
I w dąsach taniec gotowy.
Aż naraz jakby na łowy
Zeszło się stado bocianów;
Bez poły, z obciętych stanów,
Nie poznasz braci, co Turki
Zwyciężali. - Dziś bez burki
Lub bez płaszcza, trudno - goło,
Kołnierz ciśnie, stan nie grzeje,
Kusa odzież, źle się dzieje.
Niechaj będzie choć wesoło !
Zgoda. Przeto z zagranicy
Wzięto wzory bez różnicy.-
Wycięto jakieś znów skrzydła,
A jakoby sztuczne ptaki
Powstały znane nam fraki
I inne dziwne straszydła.-
Tu podcięci, w pląsach zwrotów,
Owi męże bez wylotów,
Jako skrzydlate motyle, 
W zimnej, bo obcej muzyce,
Tancerek lekkie badyle
Unoszą w świata taktyce.
Lecz zły zwyczaj - zimno dmucha,
Brak ognia w sercach, brak ducha,
Nie grzeje suknia obcisła
Jak polska czamara suta.
Dawniej gdy wrzała reduta,
Zastygła w żyłach krew trysła,
Bo tam grzała życia szabla,
A choć sprawa przyszła djabla
Po zabawie - to z wawrzynów
Poznałeś marsowych synów.
Tak w każdej porze w czamarze,
Czy to w polonezie w parze, 
Czy po boju - miły wianek
Był im dany z rąk kochanek.
Bo grzał serce ogień życia,
Zwyczaj dawny dał się bawić;
Trzeba było pozostawić
Dawną suknią do użycia;
Źle nam zawsze w obcej szkole;
Czyż nie gorsza dzisiaj ciasna,
Obca suknia - kieszeń pusta ? - 
Czyliż krawiecka rozpusta
Nie da nam prawdy posłuchać ?
Lepiej dmuchać, niźli chuchać.
Chciejmy żyć inaczej w świecie,
Niechaj fraczki, kuse mody,
Zawiesimy na tandecie,
Może wrócą dni swobody.

K.Ł. - W.

(przyp. Konstancja Łubieńska - Wodpolowa)