Popularne posty

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Historia pewnej piosenki...


Antoni Edward ODYNIEC "Listy z podróży" Ossolineum Wrocław 2005
List XXXIX (końcowy urywek)
Do Juliana KORSAKA
Wenecja, 17 października 1829 r.

Mówiłem Adamowi, że nasz Ignacy (Chodźko) ma także zamiar zebrać i wydać razem melodie piosnek ludowych, do czego on go bardzo a bardzo zachęca. Ja przy tej rozmowie miałem sposobność dostrzec bardzo ciekawy dla mnie rysek sercowych tajemnic Adama, o których on nigdy nie mówi. Zapytał mię, czy znam piosnkę rusińską: Da czerez moj dwor, da czerez moj dwor, da ciaciera 1) lacieła? Odpowiedziałem, nie myśląc, że znam, i że słysza-
-------------------------------------------------------------------------------------------
1) cieciorka (samica cietrzewia).

łem dorobioną do niej muzykę i wariacje na ten temat. Nie wymówiłem wprawdzie przez kogo; ale twarz jego zmie­niła się tak nagle, że mi żal było szczerze nieuwagi mojej. Musisz albowiem wiedzieć, że to Maryla dorobiła tę mu­zykę, i że następne wiersze pierwszej strofki są:
Nie dau mnie Boh,
Nie dau mnie Boh,
Kaho ja chacieła!
Sama jednak kompozytorka, ile sądzę, nie bierze tego tak bardzo na serio; a jak sobie jeszcze przypomnę, że sło­wa zawsze tylko słyszałem śpiewane przez męża, i to przy akompaniamencie jej samej: to istotnie powiedzieć by można, że około tej piosnki dałby się ugrupować niejako cały ten dramat, który na chwałę naszych uczuć i obycza­jów, a może i wpływu promionkowych teoryj p. Tomasza, tak jest we wszystkich swoich bohaterach piękny, szlachet­ny i czysty, sans tache et sans reproche2) że sprawiedliwie zasłużył być ziarnem owego kwiatu lotusa, który zeń dla poezji naszej wykwitnął. A jednak spytaj czytelników Dzia­dów, którzy istotnych osób i stosunków nie znają kto z nich nie ma fałszywego wyobrażenia o kochanym naszym panu Lorensie2), jak go Maryla nazywa? Kto z nich wie albo przy­puszcza, że nie tylko z powierzchownej urody i wewnętrz­nego nastroju ducha, ale nawet z całego przebiegu i oko­liczności życia jest on, bez przesady można powiedzieć - nąjpoetyczniejszym typem naszego obywatelskiego mło­dzieńca; co przecież w niczym, pod względem moralnym, tak w rodzinnych jak społecznych stosunkach, nie ubliża w nim wcale dojrzalszemu typowi obywatela - męża. Tym-
----------------------------------------------------------------------
2)bez skazy i bez zarzutu.
3)Wawrzyńcu Puttkamerze, mężu Maryli.

czasem, niejeden pewnie z rzeczonych czytelników Dzia­dów, stosując zwłaszcza do niego niektóre ich słowa, o kim innym istotnie rzeczone, wyobraża go sobie jako zimnego, dumnego bogacza, a może nawet i tyrana w domu. Ale niechby raz, jak my, był świadkiem tej prawdziwej delikat­ności serca, tej wyrozumiałości braterskiej, która go wła­śnie i zwłaszcza w domowym pożyciu odznacza; niechby go raz posłyszał, przekonywającego z zapałem stronników klasycyzmu, np. obu Śniadeckich, lub przyjaciół swych i są­siadów jaszuńskich4), o wartości poezyj Adama, i deklamu­jącego im na dowód jego wiersze; wtenczas by dopiero zro­zumiał, jak mogą on i ona, śmiało i swobodnie, wobec wspólnych przyjaciół swoich i Adama, śpiewać razem tę piosnkę - i nie dziwiłby się zapewne, jak ja się nie dziwi­łem, że nieraz braterski ich uścisk lub wzajemne ucałowa­nie ręki stanowiły jakby jej finał. Wspólne uwielbienie ta­lentu, a osobista przyjaźń dla Adama, to jest właśnie owo duchowe ogniwo, które ich w chwili obecnej najmocniej między sobą jednoczy. Że Adam tymże uczuciem obojgu im równo odpłaca, nie wątpię; a dzisiejszy fakt mi tłuma­czy, dlaczego o nich nie wspomina nigdy. Wielka przebyta boleść podobna jest do odbytej operacji, lub do jakiego świętego czy strasznego widzenia, o których sama wzmian­ka obudzą doznane wrażenia i nazbyt żywo porusza. Ale co to za szczęście dla duszy, jeżeli w takiej boleści ani cu­dzej złej woli, ani własnej winy nie było! Samo, choć naj­cięższe, zrządzenie czy dopuszczenie Boże ma to zawsze do siebie, że w sercu nie zostawia goryczy. I mądrze to ktoś powiedział: że tylko grzech i zgryzota po nim są prawdzi­wym nieszczęściem na świecie.
-------------------------------------------------------------------------
4)Jaszuny - miasteczko i dobra w pow. wileńskim.


Tekst piosenki:
Da czerez moj dwor
ciaciera lacieła
oj nie dau mnie Boh,
nie sudziu mnie Boh
za kaho ja chacieła
S kim stajała, razmaulała,
da padaraczki brała.
S kaho kpiła, żartowała
tamu sama dastałasia
Tłumaczenie:
Oj, nad podwórkiem, nad mym podwórkiem
Oj, cieciorka leciała;
Oj, nie dał mi Bóg,
Nie pozwolił Bóg,
Bym wyszła za kogom chciała,
Z którym stałam, rozmawiałam,
Oj, podarunki brałam !
Z kogo kpiłam, żartowałam,
Sama temu się dostałam.
Tłumaczenie z białoruskiego Jan Huszcza, z "Antologii wileńskiej".

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Podanie o Juracie, królowej czeltic.


"KLECHDY, STAROŻYTNE PODANIA i powieści ludu Polskiego i Rusi"
Zebrał i spisał Kazimierz Władysław Wójcicki.

Podania z przedchrześcijańskich czasów i pieśni dawnego ludu litewskiego dotąd przechowane mówią o boginiach morza Bał­tyckiego, zwanych czeltice. Są to rusałki morskie, równie piękne i czarujące wdziękiem i postacią: nosiły strój tkany z łusek ry­bich, zdobny perłami, głowę ubierały małą koroną z bursztynu. Głos miały prześliczny i tak uroczy, że na śpiew ich żaden z mło­dzieży oprzeć się im nie potrafił, ale biada mu wtedy, bo zaled­wie dotknął białej ręki czelticy, pochwycony w jej objęcia, zdu­szony w uściskach, padał jak kłoda na dno morza.
Młodzi rybacy tym złośliwym boginiom corocznie składali ofia­ry, po jednej sztuce ryby z każdego gatunku złowionego.



Królową czeltic i Morza Bałtyckiego, podług zachowanej dotąd starożytnej klechdy żmudzkiej, była Jurata, zamieszkująca na dnie morza, w pałacu z białego bursztynu, u którego progi z czy­stego złota, dach z łuski rybiej a okna z diamentów. Zagniewana na młodego rybaka imieniem Castitis, który z rzeki Świętej ło­wił najlepsze ryby ulubione Juracie, zwołała grono czeltic z rzek litewskich, ażeby razem pomstę mu zanieść; zwabiając urokiem wdzięków i pieśni, grób mu usłać w głębinach morza.
Na rozkaz królowej w stu łódkach bursztynowych stanęły czeltice, w najpiękniejszej na czele popłynęła Jurata. Wkrótce cały orszak stanął w pobliżu wybrzeża rzeki Świętej, gdzie Castitis zarzucał sieci swoje.



Młody rybak, wesoły i ochoczy do pracy, słynął z urody w ca­łej okolicy. Rosły jak topola, zwinny i składny; miękki puch do­piero mszył mu oblicze białe a rumiane, czarny mały wąsik by skrzydełko jaskółki rozwijał się nad różanymi ustami. Oczy duże, niebieskie, pełne życia i blasku, błyskały jakby płomieniem przy każdym wzruszeniu serca. Długie, gęste krucze włosy spadały mu na ramiona.
Jeszcze orszaku królowej Juraty i czeltic nie ujrzał, a już chó­rzysty śpiew ich oczarował młodego rybaka. Wkrótce mgła się uniosła znad rzeki i spłynęła białą chmurką, gdy zobaczył całą drużynę zachwycających dziewic, a na czele Juratę, najpiękniej­szą ze wszystkich, z koroną na głowie i bursztynowym berłem w ręku.



Zachwycony, ciągniony nieznaną siłą, chciał już się rzucić do rzeki, ażeby pochwycić choć jednę z orszaku czarującego, gdy królowa Skinieniem swoim zatrzymała go na brzegu. Dorodny ry­bak obudził w sercu królowej żywe uczucie miłości.
Przebaczę ci — rzekła melodyjnym głosem — twoją zuch­wałość za wyławianie ryb moich najulubieńszych, ale pod warun­kiem, że mnie kochać będziesz i wiernym zostaniesz. Wybieraj albo śmierć w objęciach pierwszej mojej czelticy, albo miłość ich królowej.
Młody rybak ukląkł w zachwycie i wieczną miłość jej zaprzy­siągł.
Teraz — zawołała radośnie Jurata — gdy jesteś już moim, nie zbliżaj się do nasi. Ja co wieczór przypłynę db ciebie i będziem się widywali na tej oto górze, która zwać się będzie Castity od twego imienia.



Skinęła berłem, biała chmura opadła mgłą ciemną na rzekę Świętą, znikł cały orszak, tylko przytłumiony brzmiał śpiew czarowny, który drżeniem radośnym wstrząsał serce młodego ry­baka.
Rok już mijał, jak każdego wieczora, czy pogoda, czy wzbu­rzone wody, przyjeżdżała Jurata dla widzenia się z ukochanym rybakiem. Per kun 1) dowiaduje się o tych tajemnych schadzkach; rozgniewany na znieważającą godność królowej, rzucił piorunem, który rozdwoiwszy bałwany morskie, pałac jej bursztynowy na dnie morza roztrzaskał w kawałki, a zarazem zabił Juratę. Z jego
----------------------------------------------------------------------
 1) Perkun, Perkunas u pogańskiej Litwy, u nas Perun lub Piorun — król bogów rzucający pioruny.

rozkazu Praamżimas, pochwyciwszy młodego rybaka, przykuł go wśród tych ruin do sikały i położył przed nim trupa jego kochan­ki, aby wiecznie patrząc na nigdy niezgasłe jej wdzięki urocze, wiecznie cierpiał. Dlatego to teraz — mówi w końcu podanie lu­dowe — gdy wicher morskie wzburzy fale, słychać żałobliwe gło­sy z głębi morza: to płacz biednego rybaka; a woda wyrzuca ka­wałki bursztynu, to są szczątki i okruchy z pysznego pałacu kró­lowej Bałtyku.



Lud nasz zapomniał nazwy rusałek wodnych, wodian, ondyn, tego rodzaju widma fantastyczne, które oczyma swej duszy widzi jeszcze na jeziorach i rzekach, jednym imieniem topielic oznacza. Ale przymioty dawne i charakterystykę zachował w nich z przedchrześcijańskich czasów. Topielica, jak rusałka lub ondyna, złote warkocze rozpuszcza po falach wodnych, a każdy włos brzęczy i gra melodią rozkoszną za potrząśnięciem złocistej kosy topielicy; wabi ona jak niegdyś dorodnych młodzieńców, a lubo nie dusi w objęciach swoich, ale porywa i zatapia w głębinach rzek i jezior.
Przechowane podania o topielicach uwiecznił Mickiewicz w bal­ladach swoich Rybka i Świtezianka.


Źródło:
1) ww książka PIW Warszawa 1972
2) © zdjęcia własne
3) okładka litewskiej rockopery
4) You Tube M.M. & A.S.

Podanie o żelaznym wilku (założeniu Wilna).






Na miejscu dzisiejszego Wilna, u stóp wzgórz, gdzie Wilenka wlewa swe wody do Wilii, w XIII wieku znajdowały się nieprzebyte lasy. Wśród tej puszczy dębo­wej wielki książę Świntorog wzniósł świą­tynię Perkunasa, rozniecił ogień święty, ustanowił tu (arcykapłana Kriwe-Kriwejte, kapłanów Kriwe i wajdelotów, czyli ofiarników niższego rzędu. Odtąd miejscowość ta otrzymała nazwę doliny Świn- toroga.
Dokoła szumiał bór odwieczny, pełny różnego rodza­ju zwierza. Potężny tur — król pusżczy litewskiej, budził rykiem stuletnie olbrzymy, nocami szczekały i wyły wilki, drapieżny ryś ukryty w gęstwinie drzew czatował na zdobycz, a liczne różnorodne ptactwo napełniało powietrze pieniem i świegotem.
Nie dziw, że puszcza ta często ściągała myśliwych, a echo roznosiło dźwięki rogów.
Do zapalonych łowców należał wielki książę Giedy­min, przebywający w swej nowej stolicy Trokach, gdzie
na wyspie pośrodku jeziora Gałwe wzniósł zamek waro­wny. Giedymin z orszakiem towarzyszów swych wy­praw wojennych i dworzan często oddawał się ulubionej rozrywce.
Pewnego razu, a było to około roku 1322, książę goniąc olbrzymiego tura, zapuścił się aż na wzgórza, otaczające ujście Wilenki do Wilii i tu na jednej z gór dopadł zwierza i zabił go z kuszy.
Ogromny tur, ugodzony w serce, padł nieżywy, a książę, oparłszy stopę na jego potężnej głowie, zadął w róg w złoto oprawny. Słońce już dawno zaszło i księżyc srebrnolicy wypłynął na niebo, srebrząc wierzchołki lip i dębów i migocąc w nurtach Wilii. Tylko ze świątyni, znajdującej się u stóp wzgórza bił blask czerwony ognia świętego, a smętny śpiew wajdelotów rozlegał się w ci­szy nocnej.
Znużeni całodziennym uganianiem się za zwierzem uczestnicy łowów, pokrzepiwszy siły skromną wiecze­rzą i miodem, układali się na spoczynek, wybrawszy na nocleg zgliszcze Świntoroga, pomiędzy świątynią a Wilią.
Giedymin długo nie mógł zasnąć, wreszcie znużenie przemogło i sen skleił mu powieki. I oto przyśniło mu się, iż na szczycie góry, na której zabił tura, ukazał się wilk ogromny, cały żelazną zbroją okryty. Wilk podniósłszy głowę na księżyc, zawył, a wycie jego było tak donośne, iż zdawało się, że to nie on wyje, lecz sto innych wilków w nim zawartych.
Gdy wschodzące słońce jasnymi promieniami zalało góry, rzekę i przedarło się przez listowie drzew, obudził się Giedymin i przypomniawszy sobie dziwny sen, opo­wiedział go swym towarzyszom. Jak wszyscy poganie, książę był zabobonny i przypisywał snom znaczenie wieszcze, wierząc, że zsyłają je bogowie, jako radę lub ostrzeżenie. Nikt jednak z dworzan nie mógł odgadnąć, co by takowy sen oznaczał. Wtedy ktoś poradził, by wezwać arcykapłana, słynącego z mądrości Lizdejkę.
Kriwe-Kriwejte stanąwszy przed wielkim księciem i wy­słuchawszy jego opowiadania, zamyślił się. Otaczający go kołem rycerze, wpatrzeni w oblicze kapłana, z nie­cierpliwością oczekiwali wytłumaczenia snu.
Wreszcie Lizdejko wsparłszy jedną rękę na lasce, która była oznaką jego godności, a drugą podniósłszy do góry rzekł:
— Miłościwy książę! Bogowie to zesłali ci ten sen i przez niego wyrażąją swą wolę, której gdy będziesz posłuszny, czeka cię potęga i sława. Wilk żelazny znaczy, że na miejscu tym stanie zamek mocny i miasto—stolica państwa, a stu wilków w nim wyjących oznacza miesz­kańców, którzy sławę twoją i tego grodu szeroko po świecie rozgłoszą. Masz więc być posłusznym woli bo­gów, wznieść tu zamek warowny i założyć miasto.
Giedymin przyjął z radością to tłumaczenie i nie­zwłocznie na górze, którą nazwał „turzą”, zaczął budo­wać zamek, opasany murem z dwiema wieżami sześcio- bocznymi. U stóp zaś góry, pomiędzy nią a świątynią stanął drugi zamek drewniany, czyli krzywy, z basztami, palisadami i blankami. Dokoła zaczęto wznosić domo­stwa.
W ten sposób powstał gród, który od rzeki Wilii nazwę Wilna otrzymał, a do którego Giedymin przeniósł swoją stolicę z Trok.
Lizdejce za wytłumaczenie snu wieszczego wielki książę rozkazał zwać się Radziwiłłem.





 Źródło:
1) "Podania i legendy wileńskie" Władysław ZAHORSKI "Graf" Gdańsk 1991 r.
2) filmik You Tube - Baltic Folk
3) © fotki własne

niedziela, 14 czerwca 2015

Dziadek w Kurjerze.


"Józef PIŁSUDSKI 1867 - 1935", wyd. Małopolska Oficyna Wydawnicza Kraków - reprint wg oryginału z 1935 roku wyd. nakładem "Spółki Wydawniczej Kurjer S.A.".


                                                       Książka dość niezwykła, może nie pod względem treści, lecz na pewno posiada wyjątkową formę. Niepozorna okładka, kryje w środku coś na kształt reportaży, obszernych i fotograficznych w przedwojennych gazetach. Idąc tym śladem, gdy odczytamy kto ją wydał w oryginale, stwierdzamy rzeczywiście coś na kształt Kurjera, gazety bo i taki kształt jest nam tutaj przedstawiony. Książka ma jakiś niezwykły, tragiczny wymiar. Opowiada o życiu wielkiego człowieka, lecz właśnie ten gazetowy sposób, dokładnie odzwierciedla tragiczne odczucia, ówczesnego społeczeństwa. Otóż jest rok 1935, 12 maja umiera ktoś "kogo naród policzył między króle"...


Lektura nie gloryfikuje (choć tak na pozór może się zdawać) Komendanta, od pierwszych jej stron na których w gazeciarski sposób przedstawiona jest biografia: mały Józek z Zułowa, szkolny urwis zwalczający rosyjską edukację w Wilnie, za nim to ciągnie się ten "ból serca" także na studiach w Charkowie, gdzie zakłada pierwsze antyrosyjskie bojówki, za to więziony na Sybirze, po powrocie już PPS-u działacz ponownie aresztowany za kolportaż reakcyjnej prasy polskiej, ląduje w szpitalu psychiatrycznym w Petersburgu, gdzie symuluje chorobę aby nie trafić ponownie na sybirski szafot, tam cudem ocalony przez doktora - Polaka, patriotę Mazurkiewicza, trafia do zaboru austriackiego, Kraków, już wyrobiony politycznie, z wielkim rezonem i szacunkiem innych bojowników , wysadza pociągi , rabuje kasy skarbowe, z których ruble przeznacza celowo na zakup broni dla rodzącej się polskiej siły zbrojnej... fabularne życie wielkiego człowieka, gotowy scenariusz na niejedną książkę. Lektura ta nie gloryfikuje jest ona raczej czymś na kształt rapsodu żałobnego po prawdziwym Wodzu zgnębionego Narodu. 


Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z kimś niezwykłym, bowiem jak barki jednego człowieka mogą udźwignąć 300 lat niewoli. W Wilnie, warszawskim Belwederze, Pikiliszkach, Sulejówku...tak wszędzie wypełniały żołnierski obowiązek. Tutaj , w tej książce na ogromnym materiale zdjęciowym, na licznych reporterskich notkach, mamy okazję poznać wielkiego Romantyka, jak powiadał NORWID: "Litwo...czyż wszystkich Wieszczów w Tobie sława...". Te słowa tutaj pasują - byłem mocno i pozytywnie zaskoczony jakim językiem Komendant mówił: "Zwycięstwo za nami. Przed nami szare życie. Piękno stygnie. Czekamy na chwile wiosny nowego polskiego życia". Zawsze szanował Juliusza SŁOWACKIEGO. Znamy to z Grobu Matki w Wilnie. Nie przypuszczałem, że ziemianie znad Niemna, na codzień posługują się tak romantycznym językiem. Powiecie , że to ja gloryfikuję tutaj postać sprzed wielu lat, nie ja nie mam do tej lektury zastrzeżeń - ona uczy dlaczego nazywamy go po prostu i ciepło "Dziadkiem"... Wypada przeczytać.


sobota, 13 czerwca 2015

Podanie o patronie Wilna.

Krysztofor

Przed bardzo dawnym, dawnym czasem żył na świecie pewien wielkolud nazwiskiem Oferusz. Był to człowiek tak ogromnego wzrostu, że w wielkim palcu swojej rękawicy wyprawił siostrze wesele; a kiedy mu matka umarła, on chcąc jej grób usypać, na­brał w but swój ziemi i wytrząsnął ją na ciało matczyne, i wznio­sła się góra aż pod obłoki. Tam zaś, skąd owej ziemi nabrał, po­wstała przepaść; a była to przepaść tyle mil głęboka w ziemi, ile mil góra nad ziemią sterczała. Nad przepaścią usiadł Oferusz i płakał rzewliwie, a wszystkie łzy jego w otchłań kapały i zro­biło się morze. Dlatego to woda morska jest gorzka i słona. Po­tem wyszedł Oferusz na wędrówkę i szukał pana, który by ze wszystkich był najmocniejszy i najpotężniejszy; u takiego pana jedynie chciał służyć. Radzono mu tedy, aby się udał na dwór pewnego króla, który nie znał wyższego od siebie i nie znał, co to strach w życiu.
Przybywszy do niego Oferusz popisywał się ze swoją siłą i zo­stał mile przyjęty; nie odstępował odtąd na chwilę boku mocarza i był i ego najulubieńszym powiernikiem. Podobało się to bez wątpienia Oferuszowi, postanowił więc całe życie na dworze po­zostać. Ale zdarzyło się pewnego dnia, że jeden z sług królewskich wymówił w gniewie imię diabła. Słysząc to król bogobojny prze­żegnał się krzyżem świętym.
Dlaczego to zrobiłeś? — zapytał się Oferusz, który jeszcze był poganinem i nie znał zwyczajów chrześcijańskich.
Zrobiłem to dlatego — odpowiedział król — że boję się diabła.
Kiedy ty się diabła boisz, więc jesteś słabszy od niego.
Pójdę ja zatem służyć u silniejszego pana — zawołał Oferusz i zaraz dwór królewski opuścił i powędrował na puszczę, w której dnia pewnego napotkał rotę czarnych rycerzy, z rogami na głowie, z pazurami u rąk, a z widłami w pazurach. W pośrodku siedział najczarniejszy i najokropniejszy na tronie z głów trupich i kości ludzkich i wrzasnął rykliwym głosem: Oferusie! Czego szukasz? — Szukam diabła — odpowiedział nieulękniony Oferusz — ażeby u niego służyć.
Ja jestem diabłem - rzekł wódz czartowski i podał rękę Oferuszowi, który odtąd boku jego nigdy nie odstępował; a był mu jak prawa ręka przydatny.
Pewnego dnia wyruszyła cała owa rota po zdobycz do pobliskie­go miasta i przybyła na drogi krzyżowe, kędy stała Boża męka. Postrzegłszy ją dowódca zatrąbił co tchu na odwrót.
Dlaczego to zrobiłeś? — zapytał Oferusz.
Dlatego, mój przyjacielu, że się boję Chrystusa! — odpowie­dział diabeł.
Ty się boisz Chrystusa, pomyślał sobie Oferusz, więc jesteś słabszy od niego; pójdę więc służyć Chrystusowi.
I znowu diabła opuścił; a wędrując po puszczy napotkał ubo­giego pustelnika i zapytał go: — Gdzie jest Chrystus?
Wszędzie! — odpowiedział pustelnik, ale poganin nie rozu­miał i pytał powtórnie: — Jak ja mam służyć Chrystusowi?
Módl się a pracuj! — rzekł zapytany.
Modlić się Oferusz nie umiał, lecz umiał pracować. Poszedł tedy za pustelnikiem nad bystry strumień płynący z góry i dowiedział się, że każdy pielgrzym, chcący się przeprawić na drugą stronę, tonie na środku.
Tobie — mówił pustelnik — dał Bóg silne zdrowie i ciało olbrzymie, przenoś więc podróżnych na swoich barkach. Jeżeli to zrobisz dla miłości Chrystusa, to cię przyjmie za swego sługę.
Zrobię to dla miłości Chrustusa — zawołał Oferusz i przeno­sił dniem i nocą wszelkich pielgrzymów, wspierając się na ogrom­nej sośnie, którą wyrwał z korzeniem.
Pewnej nocy zasnął głęboko, znużony pracą dzienną; wtem słyszy głos dziecięcia wołający go trzy razy po imieniu. Wstał więc bez zwłoki, wsadził dziecię na barki i wkroczył we wodę, która dawniej zaledwie kolan mu sięgała. Ale dzisiaj, gdy stanął na środku, szum powstał i wicher, woda się wzburzyła; bałwany biły z wściekłością o brzegi, a Oferusz zgiął się pod dziecięciem jak pałąk i pierwszy raz w życiu uczuł strach i drżenie. Podniósł więc głowę i rzekł: — Dziecię! Dziecię! Dlaczegóż ty takie ciężkie? Mnie się zdaje, że świat cały dźwigam na moich ramionach?
Nie tylko świat dźwigasz na swoich ramionach — odpowie­działo dziecię — ale i tego, który świat stworzył. Jestem Chry­stus, któremu ty służysz; chrzcę ciebie w imię Ojca, w imię moję i w imię Ducha Świętego. Odtąd nazywać się będziesz Krysztofor, to jest piastun Chrystusa.
Odtąd więc nazywał się ów wielkolud Krysztoforem i chodził wzdłuż i wszerz po świecie, aby nauczać słowa Pana swojego i zo­stał za te nauki od pogan ukamienowany.


Źródło: Lucjan SIEMEŃSKI „Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie” PIW Warszawa 1975 r.

Zdjęcia: © własne

sobota, 16 maja 2015

Dwaj Rektorzy wileńskiej Akademii.

                                                   Dwoma pierwszymi Rektorami Uczelni Wyższej w Wilnie byli Polacy, bardzo zasłużeni dla polskiej kultury (duchowej, patriotycznej...), bliżej związani, prócz Wilna z Krakowem (SKARGA) i wielkopolskim Wągrowcem (WUJEK). Obaj piszący w okresie Baroku, tak jak czas i sumienie nakazywało byli Jezuitami. Przyznaję, że natrafiając na inskrypcje na pamiątkowej płycie podwórca wileńskiego Uniwersytetu, doznałem mocniejszego bicia serca. Jakub (Jakób) WUJEK był przecież dotychczas bohaterem moich wycieczek za Poznań, do pobliskiego Wągrowca, małego lecz niezwykle przytulnego, wielkopolskiego miasteczka. Wyszło na to, że wielkopolska pętla Szlaku Cysterskiego zatacza w domyśle "większe kręgi"... Z krwi i kości Wielkopolanin na krześle rektorskim w Wilnie. Bardzo to wzrusza i daje do myślenia.
A jak widzą te postacie sami Litwini - przytaczam urywki książki pisarza z Kłajpedy, przyjaciela Czesława MIŁOSZA, Tomasa VENCLOVY, dotyczące Piotra SKARGI i Jakuba WUJKA.



                                Pomnik i tablica pamiątkowa z Kościóła św. Jakuba w Wągrowcu.

Wujek Jakub (1541-1597), jezuita, pisarz religijny. Pochodził z Wiel­kopolski. Był rektorem kolegiów jezuickich w Poznaniu (od 1573) i Wil­nie (1578-1579). Po podniesieniu kolegium do rangi akademii obowiązki Wujka przejął —> Piotr Skarga. Tradycyjnie, choć nieściśle, Skarga nazy­wany jest pierwszym, Wujek zaś - drugim rektorem Akademii Wileńskiej. Wl. 1579-1584 Wujek pełnił funkcję rektora kolegium w Koloszwarze (obecnie Kluż-Napoka w Rumunii).
Napisał pierwszą postyllę katolicką w języku polskim (1573-1575, wydanie poszerzone 1584). Jego Postillę mniejszą (bynajmniej niemałych rozmiarów) —> Mikołaj Dauksza przełożył na język litewski. Wujek naj­bardziej zasłynął jako tłumacz Biblii. Jego przekład uznano za klasyczny (całość w redakcji dokonanej przez komisję zakonu jezuitów ukazała się w 1599) i stał się podstawą wielu późniejszych edycji Pisma św.



                                          Nieznanego autora portret Rektora Piotra SKARGI.

Skarga Piotr, właśc. Piotr Powęski (1536-1612), teolog, kaznodzie­ja. Urodził się na Mazowszu. Studiował na Uniwersytecie Krakowskim, w 1564 r. otrzymał święcenia kapłańskie. W1.1569-1571 przebywał w Rzy­mie, gdzie wstąpił do zakonu jezuitów (rzeczywistym członkiem Towa­rzystwa Jezusowego został dopiero w Wilnie). W 1. 1573-1584 mieszkał w Wilnie. Początkowo był wicerektorem kolegium jezuickiego, a następnie (1579-1584) został pierwszym rektorem nowo powołanej Akademii Wi­leńskiej. Utrzymywał kontakty z —> Augustynem Rotundusem Mieleskim, —> Andrzejem Wolanem, nawrócił na katolicyzm kilku członków rodu Radziwiłłów, szczególnie zabiegał o nawrócenie —> Jerzego Radziwiłła, wywarł niemały wpływ na —>Stefana Batorego. Wydał pisma polemicz­ne skierowane przeciwko protestantom i prawosławnym (ogółem w Wilnie wydano 11 książek jego autorstwa - 9 polskich i 2 łacińskie). Imię Skargi najbardziej rozsławiły Żywoty świętych (Wilno 1579), które w ciągu kilku stuleci doczekały się ponad 20 wydań. To dzieło hagiograficzne głosiło kult ascezy, zasadniczo różny od dotychczasowych norm renesansowych, stało się lekturą obowiązkową w kolegiach jezuickich i szkołach parafialnych, lubianą przez młodzież i kobiety, czytywano je też na głos analfabetom. Książkę Skargi wykorzystał w XIX w. —> Motiejus Valančius przy pisa­niu swoich Zyvatai sventiyif. W okresie wileńskim Skarga organizował też nowe kolegia jezuickie w Połocku, Rydze i Dorpacie (obecnie Tartu). Miał porywczy charakter, z trudem dostosowywał się do obowiązujących w za­konie reguł dyscypliny.
W 1584 r. przeniósł się do Krakowa, gdzie został kaznodzieją nadwor­nym króla Zygmunta III Wazy. Funkcję tę pełnił przez 24 lata. Ogłosił traktat polityczny Kazania sejmowe (1597), w którym domagał się wzmoc­nienia władzy królewskiej, opowiadał się przeciwko wolności szlachec­kiej i uciskowi chłopów, zarazem surowo potępiał różnowierców. Znacz­nie przyczynił się do zwycięstwa kontrreformacji w Rzeczypospolitej. Po śmierci, a zwłaszcza w okresie romantyzmu, stał się postacią niemal legendarną: m.in. —> Adam Mickiewicz dostrzegał w nim proroka, który przewidział zagładę państwa.
Konserwatywny, wręcz fanatyczny katolik i patriota, Skarga był wy­bitnym pisarzem, który łączył w swojej twórczości elementy literatury renesansowej i barokowej; jego kazania napisane sugestywnym stylem retorycznym przypominają pisma proroków starotestamentowych i przy­powieści ewangeliczne. Skarga często jest porównywany do klasyka literatury francuskiej Jacques’a Bossueta (1627-1704). Pisma Piotra Skargi są wydawane i czytane do dziś.
Imieniem Skargi nazwany jest dziedziniec Wielki na Uniwersytecie Wileńskim (znajduje się tam poświęcona mu tablica pamiątkowa). W ka­plicy św. Kazimierza jest ambona w kształcie kielicha unoszonego przez orła z rozpostartymi skrzydłami, którą tradycyjnie wiąże się z osobą Skar­gi (w rzeczywistości pochodzi z 1. poł. XVIII w.). Drewniany krucyfiks z XVI w. w kościele św. Jana uważany jest za dar Piotra Skargi.

Źrodła:
* Tomasz VENCLOVA
"Wilno. Przewodnik biograficzny" PIW Warszawa 2013 r.
(tłum. Beata PIASECKA, dedykacja od autorska : Pamięci Czesława MIŁOSZA)
* Luboš Švec "Dějiny pobaltskych zemi" Praha 1996 r.
* zdjęcia z Wągrowca z wycieczki ©

Targi Książki w Wilnie w 2012 r. - fotoreportaż.


Kilka lat temu, w 2012 roku, podczas wycieczki do Wilna, postanowiłem wziąć wraz z Przyjaciółką, udział w wileńskich Targach Książki odbywających się wówczas na terenie wystawowym LitExpo, nie tak daleko od centrum miasta nad Wilią. Bilety w średniej cenie przeprowadziły nas na teren wystawowy, być może nie tak wielki jak Targi w Poznaniu, jednak bardzo nowoczesny, wszędzie przeszklone pawilony i wokół bardzo schludnie, dużo kwiatów. Targi cieszyły się dużym zainteresowaniem, dużo ludzi i po prostu czytelników.


Wejście na Targi.


Litwini nie mogą się obejść bez bursztynu...zatem także piszą o nim książki.


Przy wejściu można było kupić (oj, drogie) znakomite, stylizowane na starsze, panoramy, związane z litewską przeszłością.





Kogo nie stać na ww obrazy, mógł sobie zafundować nie mniej ciekawe puzzle (jakkolwiek Litwini nie przepadają za Janem DŁUGOSZEM, cenią sobie niemal, jak własne malowidła innego polskiego Jana).


Stoisko jednego z większych wydawnictw litewskich - "Baltos Lankos", które osobiście bardzo lubię, wydają książki w bardzo czysty i porządny sposób, zawsze na gatunkowym papierze, w średniej cenie i swoją drogą nie stronią od książek powiązanych z Polską (np. wydawnictwa symultaniczne, litewsko - polskie MICKIEWICZA czy MIŁOSZA). Zakupiłem u nich bardzo faine wydanie "Skautingu dla chłopców" lorda R. BADEN - POWELLA.


W taki sposób reklamowano książkę o litewskiej motoryzacji.






To co czytelnicy lubią najbardziej, odkryj tajemnicę książki...





Targi to również imprezy towarzyszące z dziedziny kultury, tutaj występ żołnierza - śpiewaka.




Stoisko Litewskiej Akademii Wojskowej im. Gen. Jonasa Żemaitisa, tak zachęcające do edukacji w tej ciekawej Szkole.


                                   Literatury z wszelakich dziedzin nie brakowało, tutaj militarna.


Naprawdę było na co popatrzeć, mnie szczególnie zaciekawił litewski folklor.


Słynny patriotyczny "Varpas" z Vincasem KUDIRKĄ na okładce. Takie pisemka budziły świadomość narodową nowożytnej Litwy (Kudirka jest autorem litewskiego hymnu, podobno fascynował się i twórczością Adama MICKIEWICZA...).


Obok zawieruszyła się książeczka księdza MAIRONISA z wierszowaną wersją legendy bałtyckiej o Juracie i Kastytisie.


                                                           "Moje małe tajemnice..."


Z kiążką można też było odpocząć, choć ruch był duży - czytelnicy jak zwykle zachowywali nastrojową ciszę.





Znalazł się też kącik introligatorski (Gildia Wileńskich Introligatorów).



No i jakby inaczej - akcenty polskie.



Na stoisku jednego z większych w Wilnie antykwariatów, dostrzegliśmy znane, polskie tytuły (ojej, przecież nazwisko Leitgeber to poznańscy Bambrzy, aaa...)


Na zakończenie przyglądaliśmy się pracy polskich wystawców (a tutaj zajawka o tej pracy z 2015 r.).

Było naprawdę wspaniale !!!

Tutaj zajawki o Targach Książki z różnych lat na łamach Radia znad Wilii.